Moi Drodzy!
Niestety mój blog został zawirusowany. Siedziba Blogspota czyści mojego bloga. Związku z tym nie moge dodawać Chapterów. Bardzo was przepraszam :'(
Jest to o tym jak pewne dziewczyny chodzą do klasy z One Direction i spotykają je różne przygody ZAPRASZAM
środa, 26 lutego 2014
środa, 12 lutego 2014
Chapter 44
*Oczami Martyny*
Ta chwila na zawsze pozostanie mi w pamięci. Ciągle trwamy w pocałunku który stawał sie coraz bardziej namiętny. Odpowiadałam na nie. Nagle przerwał go i spojrzał moje oczy swoimi brązowymi. Kochałam te jego głębie w oczach. Delikatnie drgnełam gdy jego ciepłe dłonie dotkneły mojej talii.
Z: Nie bój sie kochanie.
J: Kochanie?
Z: Tak bo cie kocham. I nie masz prawa wątpić w to co czuje i we mnie. bo to co czuje będzie trwać wiecznie i zawsze będzie trwałe. (Nie umiem pisać romantycznych tekstów prawda?)
J: Kkochasz mnie?
Z: Tak a co?
J: Bo ja ciebie też.
Uśmiechnoł się szeroko i znów pocałował. Kocham te jego słodkie wargi. Usmiechnoł sie przez pocałunek. Ukochany chłopak który odwzajemnia uczucia. czego chcieć więcej? No właśnie niczego.
Z: kotku?
J: Tak?
Z: Uczynisz mi tego zaszczytu zostaniesz moja dziewczyną?
J: Z wielka chęcia.
Podbiegł do mnie i złapał mnie. Unósł w gór i całując kręcił mnie w koło. Naromantyczniejsza rzecz na świecie.
Z: a teraz nową panią Malik chce przedstawić chłopakom.
Zaśmiałam się. pocałówqałam go i pobiegłam za nim.poszedł do pokju.
Z: Chłopkai a to pani Malik.
Ukłoniłam się a wszyscy się ssie zaśmiali. Odbyłam rozmowe z Blanka i poszłam spać.
-------------------------------------------------
Przepraszam że taki krótki. I jestem strasznie podekscytowana bo mama Louisa urodziła bliżnkiaki. Synka i coreczke. Lou w końcu ma brata !!! a oto mały Ernest I Doris.

Ta chwila na zawsze pozostanie mi w pamięci. Ciągle trwamy w pocałunku który stawał sie coraz bardziej namiętny. Odpowiadałam na nie. Nagle przerwał go i spojrzał moje oczy swoimi brązowymi. Kochałam te jego głębie w oczach. Delikatnie drgnełam gdy jego ciepłe dłonie dotkneły mojej talii.
Z: Nie bój sie kochanie.
J: Kochanie?
Z: Tak bo cie kocham. I nie masz prawa wątpić w to co czuje i we mnie. bo to co czuje będzie trwać wiecznie i zawsze będzie trwałe. (Nie umiem pisać romantycznych tekstów prawda?)
J: Kkochasz mnie?
Z: Tak a co?
J: Bo ja ciebie też.
Uśmiechnoł się szeroko i znów pocałował. Kocham te jego słodkie wargi. Usmiechnoł sie przez pocałunek. Ukochany chłopak który odwzajemnia uczucia. czego chcieć więcej? No właśnie niczego.
Z: kotku?
J: Tak?
Z: Uczynisz mi tego zaszczytu zostaniesz moja dziewczyną?
J: Z wielka chęcia.
Podbiegł do mnie i złapał mnie. Unósł w gór i całując kręcił mnie w koło. Naromantyczniejsza rzecz na świecie.
Z: a teraz nową panią Malik chce przedstawić chłopakom.
Zaśmiałam się. pocałówqałam go i pobiegłam za nim.poszedł do pokju.
Z: Chłopkai a to pani Malik.
Ukłoniłam się a wszyscy się ssie zaśmiali. Odbyłam rozmowe z Blanka i poszłam spać.
-------------------------------------------------
Przepraszam że taki krótki. I jestem strasznie podekscytowana bo mama Louisa urodziła bliżnkiaki. Synka i coreczke. Lou w końcu ma brata !!! a oto mały Ernest I Doris.

poniedziałek, 10 lutego 2014
Chapter 43
Na początek włacz Happy.
*Oczami Blanki*
Martyna uciekła. Zawiodłam sie nią. Nagle usłyszałm głos za sobą.
Z: Dlaczego mnie uważasz za takiego?
Odwróciłam sie., Za mna stał Zayn. Było mi głupio. Nic nie mówiąc spuściłam głowe.
Z: Czemu tak powiedziałaś?
J: Nie wiem.
Z: Nie ocenia sie książki po okładce.
J: Ale ty mi wygladasz na złego faceta dla niej.
Z: Czemu tak uważasz.?
J: Bo wyglądasz mi na takiego.
Z: Ale nie jestem taki.
J: Po prostu mam wrażenie że nie jesteś dla niej odpowiedni.
Z: Ale tak nie jest. Uwierz.
J: Zayn ale...
Z: Nie ma ale. Zaufaj mi. Nie skrzywdze jej.
J: No dobrze.
Z: Gdzie ona jest?
J: pobiegła do swojego domu.
Z: Dzieki.
J: Spoko. Zaopiekuj sie nia dobrze.
Z: O to sie nie martw.
Uśmiechnełam sie a on pobiegł.
*Oczami Martyny*
Siedziałam sama mysląc o tej kłótni. W słuchawkach grało mi Happy. Uwielbiałam tą piosenke. Od razu poprawiła mi humorr. Zeszłam na dół do kuchni podśpiewując Happy gdy zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć.
J: Because I'm Happy. Clap along if you... Zayn?
Z: Hej.
J: A ty co tu ro..
Nie dokończyłam bo mnie pocałował. Ma takie słodkie wargi. Trwamy w pocałunku
--------------------------------------------------------------
I jak? Sorki że taki krótki. :(
*Oczami Blanki*
Martyna uciekła. Zawiodłam sie nią. Nagle usłyszałm głos za sobą.
Z: Dlaczego mnie uważasz za takiego?
Odwróciłam sie., Za mna stał Zayn. Było mi głupio. Nic nie mówiąc spuściłam głowe.
Z: Czemu tak powiedziałaś?
J: Nie wiem.
Z: Nie ocenia sie książki po okładce.
J: Ale ty mi wygladasz na złego faceta dla niej.
Z: Czemu tak uważasz.?
J: Bo wyglądasz mi na takiego.
Z: Ale nie jestem taki.
J: Po prostu mam wrażenie że nie jesteś dla niej odpowiedni.
Z: Ale tak nie jest. Uwierz.
J: Zayn ale...
Z: Nie ma ale. Zaufaj mi. Nie skrzywdze jej.
J: No dobrze.
Z: Gdzie ona jest?
J: pobiegła do swojego domu.
Z: Dzieki.
J: Spoko. Zaopiekuj sie nia dobrze.
Z: O to sie nie martw.
Uśmiechnełam sie a on pobiegł.
*Oczami Martyny*
Siedziałam sama mysląc o tej kłótni. W słuchawkach grało mi Happy. Uwielbiałam tą piosenke. Od razu poprawiła mi humorr. Zeszłam na dół do kuchni podśpiewując Happy gdy zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć.
J: Because I'm Happy. Clap along if you... Zayn?
Z: Hej.
J: A ty co tu ro..
Nie dokończyłam bo mnie pocałował. Ma takie słodkie wargi. Trwamy w pocałunku
--------------------------------------------------------------
I jak? Sorki że taki krótki. :(
środa, 5 lutego 2014
Chapter 42
Przepraszam ale ten bedzie krótki. Są 2. 41 jest pod tym chapterem. Miłego czytania
*Oczami Martyny*
Wracałm ze szkoły z Blanką. W myslach siedział mi ciagle Malik. O dawna zauważam że mi się przyglada. Nagle z zamyslenia wyrwał mnie głos Blanki.
B: Słuchasz mnie czy nie?
J: Przepraszam ale zamysliłam sie. Co mówiłaś?
B: Mówiłam że ostatnio strasznie sie często sie zamyślasz. O kim ty tak myślisz?
odpowiedziałam prawie niesłyszalnie.
J: O Maliku.
B: O kim?
J: O Zaynie.
B: On tylko ci w głowie.
J: Bo jest słodki i uroczy.
B: Martyna wez nie załamuj.
J: Czemu tak mówisz?
B: Moim zdaniem to nie jest odpowiedni facet dla ciebie.
J: Co? Niby czemu?
B: A jak to gwałciciel?
J: Blanka co ty piprzysz?
B: Po prostu sie martwie. A jak on jest nibezpieczny?
J: To uroczy chłopak.
B: Nie sadzie. A jak on ci zrobi.
J: Wiesz co? Ty musiałas się naćpać czegoś. Zamiast sie cieszyć że kogoś pokochałam to mi wtykasz. Dalej pójde sama.
zawiodłam sie nią. Pobiegłam do domu zostawiajac zdezorientowaną Blanke.
*Oczami Martyny*
Wracałm ze szkoły z Blanką. W myslach siedział mi ciagle Malik. O dawna zauważam że mi się przyglada. Nagle z zamyslenia wyrwał mnie głos Blanki.
B: Słuchasz mnie czy nie?
J: Przepraszam ale zamysliłam sie. Co mówiłaś?
B: Mówiłam że ostatnio strasznie sie często sie zamyślasz. O kim ty tak myślisz?
odpowiedziałam prawie niesłyszalnie.
J: O Maliku.
B: O kim?
J: O Zaynie.
B: On tylko ci w głowie.
J: Bo jest słodki i uroczy.
B: Martyna wez nie załamuj.
J: Czemu tak mówisz?
B: Moim zdaniem to nie jest odpowiedni facet dla ciebie.
J: Co? Niby czemu?
B: A jak to gwałciciel?
J: Blanka co ty piprzysz?
B: Po prostu sie martwie. A jak on jest nibezpieczny?
J: To uroczy chłopak.
B: Nie sadzie. A jak on ci zrobi.
J: Wiesz co? Ty musiałas się naćpać czegoś. Zamiast sie cieszyć że kogoś pokochałam to mi wtykasz. Dalej pójde sama.
zawiodłam sie nią. Pobiegłam do domu zostawiajac zdezorientowaną Blanke.
Chapter 41
*Oczami Darii*
Obudziłam sie w objeciach mojego ukochanego chłopaka. W tym samym momencie Liam otworzył oczy i spojrzał w moje oczy. Nagle musnoł moje wargi. Ah. Kocham te jego słodkie wargi. Nagle pogłębiłam go. Usiadł na mnie. Wplotłam palce w jego włosy. Jego jezyk delikatnie pieścił moje podniebienie. Rozpływałam sie pod jego dotykiem. Był on taki gorący. Wstałam delikatnie z łózka i poszłam do toalety. Gdy wróciłam do pokoju czekał na mnie w łózku. Wygladał tak seksownie. Połozyłam sie obok a on zaczoł calować moja szyje. Dostałam ciarek. Sapnełam. On zamruczał mi do ucha. Czyżby stawał sie kociakiem którego tak bardzo lubiłam? Nagle zobaczyłam że juz 6:10. Zastopowałam(niestety) zapał Liama. Spojrzał na mnie pytajacym wzrokiem.
J: Misku późno już.
L: Wiem ale dzisiaj wyjeżdżasz wiec chce mieć cie chociaż dzisiaj i teraz na własność.
J: Przepraszam Misiu ale musisz poczekać.
L: Eh no trudno.To wstajemy.
Podniósł sie ze mnie i pomógł mi wstać. Wykonałam poranną toalete i ubrałam sie w toStrój. Weszłam do sypialni.Liam Wygladał naprawde zjawiskowo. Podszedł do mnie i pocałował mnie czule, delikatnie ale zarazem namietnie. Zeszliśmy na dół trzymajac sie za ręce. Spojrzelismy w głab salony i tam ujrzeliśmy naprawde przezabawny ale i uroczy widok. Kasia spała na kanapie w wczorajszych ciuchach a Louis obok na podłodze. Tak bardzo ja pilnował w nocy. Ale wioadaomo. Iteligencja Tomlinsona nie zna granic. Zamiast ją zanieśc do sypialni i tam sie połozyć to tu sie położył. Kretyn. Zaczełam robic z Liamem jajecznice aż przyszedł Tommo i Kasia.
*Oczami Louisa*
Obudziłem się na podłodze w salonie. Wspomnienia z wczorajszego dnia uderzyły w moja głowe z taka siłą że dały mi okropny bół głowy. Plecy wtórowały z bóle. Delikatnie podnosłem sie z podłogi. 6:30. Lepiej będzie jak obudze kasie. Nachyliłem sie nad nia i musnołem jej wargi.
*oczami kasi*
Z pieknego snu o pocałunku z Lou wyrwał mnie nacisk na me usta i słodki smak czyis warg. Delikatnie odpowiedziałam na mniego i chwycilam ta osobe za kark wplatajac palce w aksamitne włosy osoby.Wiedziałam że to facet. Otworzyłam oczy które spotkały si9ę z błekitem oczów Tomlinsona. Oderwal się od mych ust i cmoknoł je jeszcze raz.
L: Witaj spiochu. Jak sie spało?
J: Nie najgorzej. A tobie?
L: A nawet.
J: A gdzie ty spałeś?
L: Tu na podłodze.
J: Czemu to zrobiłeś?
L: Bo chciałem cie przypilnować jak spałaś.
W tym momencie się słodko zarumienił.
J: ooo. To słodkie. Dziekuje.
Chcialam mu dac buziajka w policzek ale tak sie odwrócił że cmoknełam jego wargi.
L: Chodź. Pójdziemy do Darii i Liama. Sa w kuchni.
J: Ok.
Poszlismy razem. Tam zastalismy Larie(Daria+Liam) całujacych sie. Jest1 Wreszcie sa razem. Nie chcialam im przerywać lecz Lou chrząknol. Oni odrazu odkleili sie od siebie. Louis dostał za to ode mnie kuksańca.
L: Ała to bolało.
J: Bo miało.
Zaczelismy sie śmiać.
L: Penie liczycie że robimy tez dla was co?
J: A jak myslisz? Penie że tak.
D: To idźcie sie wykapać bo śmierdzicie okropnie.
J: Dzieki.
L: Ale razem
L:'Stary porabało cie?
L: Nie.
J: Ja pierwsza. Kto ostatni w łazience ten fajtłapa!
I zaczełam biegnąc na góre. Ciuchy miałam juz przygotowane na dzisiaj. Lou musiał jeszcze przygotować. Więc byłam pierwsza. Po chwili pod drzwiami stał Louis.
L: Ej wpuść mnie.
J: Nie bo nie chce abys widział mnie nago.
L: Napewno wygladasz seksownie.
J: Louis!
J: Przepraszam
J: Ok wybaczam ale sobie poczekasz.
L: Łee. To nie fair. Ile tam bedziesz siedzieć.
J: 10 min.
L: Ok. Jest 6:50 wiec o 7 przyjde i sie wlamie.
J: Bardzo smieszne.
L: Ok za 10 min masz być gotowa.
J: Eh ok.
Słyszalam jak poszedł do sypialni. Ja w tym czasie wziełam przysznic i ubrałam sie w to:Strój.
L: Wreszcie.
J: Ej przecież równo 7.
L: Dobra dobra.
Zasmiałam sie. Louis wszedł do łazienki a ja poszłam do sypialni. Po chwili pojawił sie w niej Louis.
L: Gotowa?
J: Aha.
L: To chodz.
Chwyciłam jego dłomn i zeszłan na dół. Po zjedzienu jajecznicy udaółam sie do szkoły. Lekcje mijały potwornie długo. W końcu pożegnałam się ze wszystkimi ( Bo wyjeżdżmay dzisiaj) I pojechałam do domu. Po chwili byłam juz na lotnisku. Czekaliśmy 10 min. az zawołai nas do odprawy. Liam na pożegnanie pocałował Darie. Obiecali sobie że będą codziennie ze soba rozmawiać. Ja zaś przytuliłam sie do Lou.
J: Będe tęskinic.
L: Nie wiesz jak ja.
Cmoknoł moje usta i udałam sie do odprawy. Gdy siedziałam juz w samolocie szukałam słuchawek i znalazłam jakieś zawinątko. otworzyłam je a tam Branzoletka i karteczka ,, Obyś zawsze mnie pamietała. L''
Uśmiechnełam sie i słuchajac muzyki usnełam.
Obudziłam sie w objeciach mojego ukochanego chłopaka. W tym samym momencie Liam otworzył oczy i spojrzał w moje oczy. Nagle musnoł moje wargi. Ah. Kocham te jego słodkie wargi. Nagle pogłębiłam go. Usiadł na mnie. Wplotłam palce w jego włosy. Jego jezyk delikatnie pieścił moje podniebienie. Rozpływałam sie pod jego dotykiem. Był on taki gorący. Wstałam delikatnie z łózka i poszłam do toalety. Gdy wróciłam do pokoju czekał na mnie w łózku. Wygladał tak seksownie. Połozyłam sie obok a on zaczoł calować moja szyje. Dostałam ciarek. Sapnełam. On zamruczał mi do ucha. Czyżby stawał sie kociakiem którego tak bardzo lubiłam? Nagle zobaczyłam że juz 6:10. Zastopowałam(niestety) zapał Liama. Spojrzał na mnie pytajacym wzrokiem.
J: Misku późno już.
L: Wiem ale dzisiaj wyjeżdżasz wiec chce mieć cie chociaż dzisiaj i teraz na własność.
J: Przepraszam Misiu ale musisz poczekać.
L: Eh no trudno.To wstajemy.
Podniósł sie ze mnie i pomógł mi wstać. Wykonałam poranną toalete i ubrałam sie w toStrój. Weszłam do sypialni.Liam Wygladał naprawde zjawiskowo. Podszedł do mnie i pocałował mnie czule, delikatnie ale zarazem namietnie. Zeszliśmy na dół trzymajac sie za ręce. Spojrzelismy w głab salony i tam ujrzeliśmy naprawde przezabawny ale i uroczy widok. Kasia spała na kanapie w wczorajszych ciuchach a Louis obok na podłodze. Tak bardzo ja pilnował w nocy. Ale wioadaomo. Iteligencja Tomlinsona nie zna granic. Zamiast ją zanieśc do sypialni i tam sie połozyć to tu sie położył. Kretyn. Zaczełam robic z Liamem jajecznice aż przyszedł Tommo i Kasia.
*Oczami Louisa*
Obudziłem się na podłodze w salonie. Wspomnienia z wczorajszego dnia uderzyły w moja głowe z taka siłą że dały mi okropny bół głowy. Plecy wtórowały z bóle. Delikatnie podnosłem sie z podłogi. 6:30. Lepiej będzie jak obudze kasie. Nachyliłem sie nad nia i musnołem jej wargi.
*oczami kasi*
Z pieknego snu o pocałunku z Lou wyrwał mnie nacisk na me usta i słodki smak czyis warg. Delikatnie odpowiedziałam na mniego i chwycilam ta osobe za kark wplatajac palce w aksamitne włosy osoby.Wiedziałam że to facet. Otworzyłam oczy które spotkały si9ę z błekitem oczów Tomlinsona. Oderwal się od mych ust i cmoknoł je jeszcze raz.
L: Witaj spiochu. Jak sie spało?
J: Nie najgorzej. A tobie?
L: A nawet.
J: A gdzie ty spałeś?
L: Tu na podłodze.
J: Czemu to zrobiłeś?
L: Bo chciałem cie przypilnować jak spałaś.
W tym momencie się słodko zarumienił.
J: ooo. To słodkie. Dziekuje.
Chcialam mu dac buziajka w policzek ale tak sie odwrócił że cmoknełam jego wargi.
L: Chodź. Pójdziemy do Darii i Liama. Sa w kuchni.
J: Ok.
Poszlismy razem. Tam zastalismy Larie(Daria+Liam) całujacych sie. Jest1 Wreszcie sa razem. Nie chcialam im przerywać lecz Lou chrząknol. Oni odrazu odkleili sie od siebie. Louis dostał za to ode mnie kuksańca.
L: Ała to bolało.
J: Bo miało.
Zaczelismy sie śmiać.
L: Penie liczycie że robimy tez dla was co?
J: A jak myslisz? Penie że tak.
D: To idźcie sie wykapać bo śmierdzicie okropnie.
J: Dzieki.
L: Ale razem
L:'Stary porabało cie?
L: Nie.
J: Ja pierwsza. Kto ostatni w łazience ten fajtłapa!
I zaczełam biegnąc na góre. Ciuchy miałam juz przygotowane na dzisiaj. Lou musiał jeszcze przygotować. Więc byłam pierwsza. Po chwili pod drzwiami stał Louis.
L: Ej wpuść mnie.
J: Nie bo nie chce abys widział mnie nago.
L: Napewno wygladasz seksownie.
J: Louis!
J: Przepraszam
J: Ok wybaczam ale sobie poczekasz.
L: Łee. To nie fair. Ile tam bedziesz siedzieć.
J: 10 min.
L: Ok. Jest 6:50 wiec o 7 przyjde i sie wlamie.
J: Bardzo smieszne.
L: Ok za 10 min masz być gotowa.
J: Eh ok.
Słyszalam jak poszedł do sypialni. Ja w tym czasie wziełam przysznic i ubrałam sie w to:Strój.
L: Wreszcie.
J: Ej przecież równo 7.
L: Dobra dobra.
Zasmiałam sie. Louis wszedł do łazienki a ja poszłam do sypialni. Po chwili pojawił sie w niej Louis.
L: Gotowa?
J: Aha.
L: To chodz.
Chwyciłam jego dłomn i zeszłan na dół. Po zjedzienu jajecznicy udaółam sie do szkoły. Lekcje mijały potwornie długo. W końcu pożegnałam się ze wszystkimi ( Bo wyjeżdżmay dzisiaj) I pojechałam do domu. Po chwili byłam juz na lotnisku. Czekaliśmy 10 min. az zawołai nas do odprawy. Liam na pożegnanie pocałował Darie. Obiecali sobie że będą codziennie ze soba rozmawiać. Ja zaś przytuliłam sie do Lou.
J: Będe tęskinic.
L: Nie wiesz jak ja.
Cmoknoł moje usta i udałam sie do odprawy. Gdy siedziałam juz w samolocie szukałam słuchawek i znalazłam jakieś zawinątko. otworzyłam je a tam Branzoletka i karteczka ,, Obyś zawsze mnie pamietała. L''
Uśmiechnełam sie i słuchajac muzyki usnełam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)