piątek, 31 stycznia 2014

Chapter 40

*Oczami Darii*
Po świetnym filmie Liam zaciagnoł mnie do parku. Czaleśmy chodzić po parku.
L: Jak podobał się film?
J: Świetnie.
L: Mam dla ciebie niespodzianke.
J: Jaką?
L: To chodż.
Złapał moją ręke i pociągnoł w środek parku. Tam zastałam stół na którym leżały talerze ze spagetti. Po środku świece i szampan.
J: WOW!
L: Podoba sie?
J: Jeszcze  sie pytasz? Jest pięknie.
L: Panie przodem.
Uśmiechnełam się. Odsunoł i zasunoł za mną krzesło. Po chwili kosztowaliśmy juz jedzenie.
L: Świetnie wygladasz.
J: O jejku dziękuje.
Zarumieniłam sie.
L: I tak słodko sie rumienisz.
Uśmiuechnełam sie.Popatrzyłam w jego piękne tęczówki
J: Masz takie piękne oczy.
L: Dziekuje.
On także sie zarumienił.
J: To ty się słodko rumienisz.
L: Dziekuje.
Dokończyłyśmy spagetti. Liam otworzył szampana. Z hukiem korek wyleciał w góre. Nalał szampana do kieliszków.
J: Za co toast?
L: Za tą noc.
Dyngsneliśmy kieliszkiem o kieliszek i wypilismy.
L: Mam cos dla ciebie?
J: Co to takiego?
 podał miWisorek (Połówka z I Love).
J: O jejku dziękuje.
L: Prosze. To jest p to abyś zawsze o mnie pamiętała.
Po chwili Liam wstał. W tle Leciało You &I.
L: Zatańczymy?
J: Nie umiem tańczyć.
L: Naucze cię.
J: Eh ok.
Złapałam jego dłoń. Podniósł mnie. Nagle kamerdyner zabrał stolik. Bylismy sami. Tylko ja i on. Wtuliłam się w jego ciepłe ciało. Pobierałam ciepło jego ciała. Miałam ochote aby tu usnąć. W rytmie wolnej piosenki. W ciepłych ramionach chłopaka którego kocham nad życie. Nagle Liam  puscił mnie. Patrzył mi w oczy.
L: Daria musze coś ci powiedzieć.
J: Tak?
L: Ja gdy przyjechałaś wtedy z Kasią to mi wtedy się cieplej na sercu zrobiło. Co noc mi sie śnisz. Gdy cie tylko widze mam motyle w brzuchu. Kocham twój uśmiech. twój śmiech jest zarażliwy. Codziennie mam sen że leżysz obok mnie i cie całuje. Przez te kilka nocy co spałaś u mego boku czułem sie naprawde szzęśliwy. Bo byłaś obok. Tak cholernie blisko. Kocham cię Daria. Tak cholernie cie kocham.
Byłam w szoku.
J: Liam ja ciebie też.
W tym momencie Liam podszedł  i musnoł moje wargi. Mał je takie słodkie. Uśmiechnełam sie przez pocałunek. Zamruczał. Pogłębiłam pcałunek. Czułam jak jego język ''zwiedza'' mnie od środka. Po chwili nasze języki współgrały ze sobą. Po 5 min. odkleiliśmy się od siebie.
L: Zostaniesz moja dziewczyna?
J: Z wielka checia.
Cmoknoł moje wargi.
L: Zmarzłaś. Wracamy do domu?
J: Tak.
Złączylismy nasze dłonie i udaliśmy sie do domu. Przez okno zobaczłam jak Louis przykrywa Kasie kocem i daje jej buziaka w policzek. Słodziaki. Weszlisy do Salonu. Powiedzielismy Lou dobranoc i udaliśmy się do sypialni. Tam usnełam w jego ramionach usłysząc jego słówa.
L: Dobranoc kochanie. Kocham cie
i składając pocałunek na mych wargach
----------------------------------------------
Przepraszam że tak póżno ale jakos tak wyszło. Mam nadzieje że sie podoba.

wtorek, 28 stycznia 2014

Chapter 39

*Oczami Louisa*
Otworzyłem oczy. Rozejrzałem się po pokoju. Po chwili uświadomiłem sobie co sie stało w nocy. Spojrzałem pod kołdre. Byłem nagi. A jednak. Zrobiłem to. spojrzałem na bok. Obok mnie spała jeszcze smacznie Kasia. Uśmiechała się przez sen. Najsłodszy widok na ziemi.Spojrzałem na komórke. Godzina 6. Próba do występu miała być o 10. Jeszcze 4 godziny. Znów poczułem sie senny więc zamknołem oczy i usnołem.
*Oczami Darii*
Obudziłam się. Jest godzina 7. Liam na mnie patrzył.
L: Cześć Dusia.
J: Hej Liam.
Jego włosy były ułorzonie w dziwny i śmieszny sposób. Taki miały potarganiec.
J: Ja wstaje nie wiem jak ty.
L; Ok to ja też.
Wstaliśmy. Dopiero teraz uświadomiłam sobie że dzisiaj jest festiwal tańca.A próba o 10. Ubrałam luźną szara bluze, zielone rurki, czarne Converse i bluzke białą z wąsami.Zeszłam na dół do kuchni. Liam był ubrany w jeansy, koszulke białą polo, białe Vansy i Czarna bluze. Robił tosty.
L: Oooo. Ładnie wygladasz.
J: Dziekujee.
Zarumieniłam sie.
L: Tosty się pieką więc chodźmy zobaczyć co te seksiaki robią.
J: Hahahaha. Ok.
Poszliśmy do pokoju Kasi. Kasia spała na torsie Louisa. On ją obejmował czule. Słodko to wygladało. Spojrzałam na Liama. Jego oczy wyglądały jak spodki.
J: (Szept) Liam? Wszystko ok?
On odszeptał:
L: Nie zauwazyłaś że Kasia nie ma koszulki i bielizny?
Przyjrzałam sie dokładniej śpiącej kasi. Reczywiście! nie miała na sobie nic. Zeszliśmy na dół.
J; Liam jak myślisz? Czy oni wczoraj się kochali?
L: Mysle że tak ale cos mi tu nie gra.
J: Co ci nie gra?
L: Gdyby oni wczoraj to robili my bysmy słyszeli.
J: To fakt.
Tosty akurat sie upiekły. Wzielismy je i zaczelismy jeść.
*Oczami Moimi*
Otworzyłam ospale oczy. Czyłam sie potwornie zmeczona. Jeszcze dzisiaj ten Festiwal tańca. Spojrzałam w góre. Uświadomiłam sobie że śpie na torsie Tomlinsona. I nagle przypomniało mi sie wszystko. Delikatne dłonie Lou, jego zawzietość, przyjemność z jego pieszczot i ta rozkosz kiedy wykonywał każde pchnięcie we mnie. Delikatnie sie podnosłam wziełam ciuchy i wyszłam. Weszłam pod prysznic bo wiedziałam jacy są chłopaki z naszej klasy. Od razu beda podchodzić i mówić wąchając ,, mmm pachniesz seksem. Z kim sie pieprzyłaś?'' Ubrałam buzke z długim rękawem w paski i czerwone rurki. na stopach miałam granatowe Vansy. Zeszłam na dół. Liam i Daria siedzieli i pili herbate. Patrzyli na mnie tak jakoś dziwnie.
L: Kasiu?
J: Tak Liam?
L: To prawda że wczoraj sie kochałaś z Louisem?
J: Emm. tak
D: jak to?
J: No przyszedł do mnie wczoraj i powiedzial że chce tego i jakos tak wyszło.
L: To nieźle.
J: Błagam nie ropowiadajcie w szkole.
L; Spoko.
D: Buzia na kłódke.
Po chwili zszedł Louis ubrany tak jak ja tyle że jego koszulka miała krótkie rękawy. Zaczelismy sie śmiać.
Po chwili wszyscy wyszli do szkoły na próbe. Po 10 min. bylismy na miejscu. wszyscy już byli. Ubralismy odpowiednie stroje. I zaczeła sie próba. Wszytko poszło doskonale. godzina 12. czas na występ. Cała szkola zebrała sie na hali. Przyjechali tancerze ze Step up. Zapoznałam sie z nimi. Znienawidzili Łośka. I nagle wyszliśmy na parkiet tańcząc. Cała impreza trwała ok 3 godziny więc po 15 wracałam z lou do somu. Liam zabrał Darie do kina. Ja gdy tylko wróciłam do domu położyłam sie na kanapie i usnełam.
--------------------------------------------------------------
hej i jak? Przepraszam że dopiero dzisiaj. Jutro kolejny chapter

środa, 22 stycznia 2014

Chapter 38

*Oczami Moimi*
Z wielkim trudem otworzyłam ocieżałe powieki. Spojrzałam na miejsce obok. Lou Jeszcze smacznie spał. Był taki słodki. Delikatnie wstałam tak aby go nie obudzić. Poszłam wykonać poranną toalete i ubrałam sie w to Strój. Poszłam do sypialni. Lou juz był na nogach. Widok był Powalający. Ukradkiem przygryzłam warge. Lecz mysli bładziły do tego aby po prostu sie na niego rzucić.
L: Kasiu wszystko ok?
Nic nie powiedziałam. Moje myśli biegły w kierunku fantazji seksualnej z Louisem.
L: Kasia?
Zaczoł delikatnie podchodzić. Gdy był niebezpiecznie blisko odskoczyłam w tył. Jednak natrafiłam na ściane. Louis chyba się domyślił o czym myśle. Byłam juz troszke podniecona. Uśmiechnoł się szeroko.
L: Czyżbyś miała patrząc na mnie brudne mysli?
Spusciłam głowe i się zarumieniłam. Złapał za mój podbródek. Patrzylismy sobie w oczy.
L: Wiesz że też tak mam patrząc na ciebie?
J: Naprawde?
L: Nawet często. Ale. Czy ty się krępujesz?
J: Troszke.
Tak. To była moja taka 1 fantazja.
L: Pewnie to pierwszy raz tak ci się zdaża prawda.?
Skinełam nieśmale głową.
L: Ej. spokojnie. To nic strasznego. W końcu to początki.
J: Tsa.
L: W końcu to sie musiało stac. To nie twoja wina. Pozwól że sie teraz ubiore dobrze?
J: Tak. a ja ide na dół. Zrobie śniadanie.
L: Ok to do zobaczenia.
I wyszłam. Nadal zarumieniona faktem że zapragniełam Lou weszłam do kuchni. Stali tam, Daria  i Liam. Niezle razem wygladali. Uśmiechnełam się do nich i zaczelam jeść gdy szedł juz ubrany Louis. Przywitał sime i dosiadł sie do stołu. Po 30 min. cała nasza 4 szła do szkoły. Daria i Liam szliz przodu a ja z Lou z tyłu.
L: Jesteś jakaś taka smutna.
J: Wydaje i sie.
L: Kłamiesz.
J: Eh.
L: boisz sie spotkania z nim?
J: Tak.
L: Spokojnie. Bedziemy przy tym. Masz nasze wsparcie.
J: Dzieki.
O 7: 35 byli8smy w szkole. Przebierałam buty gdy do szatni wszedł Łosiek z Carmen. Całował ja. Czułam szpilkiw sercu.
Ł: cześć.
D: Witam debila.
L: I sukinsyna.
L: Kretyna roku.
C: O co wam chodzi? Nie cieszyie się naszym szczęściem?
Zobaczyłam że Lou zacisnoł pięść.
Ł: O Kasia. Jak miło cie widzieć.
Nic nie powiedziałam.
Ł: Ej. głuch jesteś czy co?
Podszedł do mni8e i chwycił mój nadgarstek. Chciałam mu się wyrwać. ie mogłam. Liam trzymał mocno Louisa który by sie za chwile rzucił na Łośka. Zpoliczkowałam go. Aż mnie dłoń zabolała. Przy poliuczkowaniu pojawiła sie cała moja klasa. Wiedzieli o co chodzi. Napisałm wcześniej na FB że nie jestem z nim.
J: Nie jeste głucha tylko zawiedziona samą sobą że ci zaufałam!
Krzyknełam. Po czym Lou podbiegł do mnie i mnie przytulił.
L: Policzymuy sie po szkole. A teraz zpieprzaj z ta dziwką.
Wyszli. kwiłam w ramonah Lou cicho łkając.Podeszła Daria  i mnie przytuliła. Potem Liam. A reszta klasy patrzyła na nas. Lekcje mijały długo i niubłagalnie. Po 16 wracałm do domu. Daria Z Li poszła wcześniej. Lou nie było. Szłam powoli gdy nagle pobiegł do mnie lou.
L: Pójdziem razem. Ale najpierw kino. Co ty na to?
Kiwnełam głową. Poszliśmy na Czas na miłość. Po filmie poszlismy na pizze. Ok 22 bylismy w domu. Nasza parka sała juz. Poszłam pod prysznic. Po 30 min. byłam już w łóżku gdy wpadł Lou. Wskoczył na łózko. Górował nademną.
J: Co ty robisz?
L: Postanowiłem że spełnie twoja poranną fantazje. Chcesz tego?
Nie wiedziałam co powiedzieć. Głupia. Odkiwnełam głową.Po chwili Lou już całowł moją szyje.
------------------------------------------------------------------
Hejo i jak? Podoba się?

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Chapter 37

*Oczami Darii*
Kasia pobiegła na góre. Coś jest nie tak bo płakała. Poleciałam za nia a wraz ze mną Liam i Louis. Zapukałam delikatnie w drzwi.
K: Iiidźcie soobie.
Wydukała przez łzy.
J: Kasia my chcemy pomóc.
K: Niee mapo cco. Jest ok.
L; Kasia. Napewno nie.
L: Nie wciskaj nam kitu tylko pozwól nam wejćś.
Usłyszeliśmy delikatne przekręcenie klucza w zamku. Otworzylismy. Kasia leżała n łóżku. Podbieglismy do niej.
J: Kasia co sie stało?
Zadając to pytanie przytuliłam ja. Podniosła zwrok. Jej makijaż się rozmazał i wyglądała troche jak miś panda ale nie zważałam na to.
K: Łłosiek. Carmen. Oni.
L: Łosiek cie zdradził z Carmen? Zabije sukinsyna.
J: Louis nie unoś sie tak. Nie warto.
L: Nie warto? Daria on ja zdradził z największą dziwka w szkole!
L; Lou ja tez ci radze sie uspokoić. Ona potrzebuje tego. Nie chce pewnie krzyków. Drażni ja to.
L: Eh. Ok. Masz racje stary.
L: Kasiu?
K: Taki Li?
L: masz siłe opowiedzieć?
J: Liam nie męcz ją dzis tym.
Kasia nic nie powiedziała. Wtuliła sie we mnie.
K: Ddusiu?
J: Tak?
K: Pomozesz mi?
J: W czym?
K: W opieprzeniu Łośka?
J: Hah. Pewnie.
K: Dzięki.
L: Ja też pomoge. Chętnie mu przywale w ta kudłatą łepetyne.
L: A ja ci pomoge Lou.
K; Dzieki. Jeteście kochani.
J: Emm. My z Liamem musimy isć.
Usiadłam obok niego.
L: Niby gdzie?
J: Mielismy iść doo. Do kina. Zapomniałeś?
L: Do jakiego ki..
Nie dokończył bo go uderzyłam w bok.
L; Aaa no tak. Na maraton ze Zmierzchem. Zapomniałem. To my idziemy. Louis zaopiekuj sie ną dobrze.
L: Jasna sprawa.
J: To trzymajcie się.
K: Pa.
Wyszliśmy z domu.
L: Co ty do cholery kombinujesz?
J: zależy ci aby byli razem? Czujesz ta chemie między nimi?
L: Aha.
J: Dla tego wymysliłam to aby zostali troche sami.
L: Ty to jednak sprytna jesteś.
J: No ba. Bo to ja.
L: Jaka skromna. I ja jednak zarezerwowałem te bilety.
J: Serio mówisz?
L:  Ja nigdy mnie kłamie.
J: Jeeej! Jesteś kochny.
Rzuciłam mu sie na szyje i pocałowałm w policzek.
L: Jaki wybuch radości.
J: Oj tam. To idziemy?
L: Pewnie. Pani pozwoli.
J: Hah kretyn
Chwyciłam jego dłoń. Zplotlismy palce. To bedzie niezapomniana noc. Ja. On. i Zmierzch.
*Oczami Louisa*
Po wyjsciu Dari i Liama Kasia szepneła.
K: Louis?
J: Tak?
Usiadłem na łózku.
K: Moze to głupie i dziwne ale.. Połozysz sie obok i przytulisz?
J: Z wielka checia.
Okrążyłem łóżko. Ułozyłem sie obok.
J: Wtul sie.
Po chwili juz znajdowała sie w mych ramionach. Jej ciało jeszcze drżało z Powodu płaczu. Nagle się rozpłakał.
J: Kasu. Nie płacz prosze.
K: To trudne Lou.
J: Prosze zrób to dla mnie. Cii. Cichutko. Nie płacz.
Nie mogła się uspokoić. Wiec musnołem jej wargi. Nagle go pogłębiła. Czułem się najszczęśliwszym człowiekiem świata. Postanowiłem powtórzyć pytane. Po odklejeniu się od się od siebie spytałem
J:Kasiu?
K: Tak?
J: Chcesz ze mną chodzic?
K:Lou ja nie moge
Zaskoczyło mnie to. Nic nie powiedziałem. Poi chwili usneliśmy.
*Oczami Darii*
Wróciliśmy koło 5. Zaglądneła do pokoju Kasi. Sapała w objeciach Lou.
L: I jak?
J: Śpią.
L: Mysle że  powinnismy zrobic to samo.
J: Masz racje.
Poszliśmy do sypialni i połozylismy sie do łózka
-----------------------------------------------------------------
Hej. I jak? Podoba się?

piątek, 17 stycznia 2014

Chapter 36

*Oczami Darii*
Obudziłam sie. jakoś wcześniej zawsze wstaje ale dzisiaj wyjątkowo pospałam. Moze z powodu tego że nie mogłam w nocy usnąć bo czułam się winna tego że Kasia po pocałunku z Lou uciekła do łazienki. Ale oczywiście pomógł mi usnąć Liam. Spojrzałam na zegarek. Cholera. Godzina 13. Ale masakra. Dobra wstaje. Nagle jakaś dłoń (Gdy sie podnosiłam) chwyciła moje ramie i pociągneła w strone łóżka. To był nie kto inny jak Liam.
L: Hej. Jak się spało?
J: A dobrze. A tobie?
L: Także. Która godzina?
J: Emm... 13
L: O cholera. Tak póżno?
J: No, Wstajemy?
L; No pewnie.
J: Ok.
Podnieślisy się z łózka. Wykonałam poranną toalete i ubrałam sie. Liam uczynił to samo. Zeszlismy na dół.
L:: No witam naszych śpiochów.
J: Siemasz. Jest Kasia?
L: ta. Urzęduje w kuchni.
L: A ty łaskawiec jej nie pomożesz?
L: Nie chce mi się Liam.
J: Samolub.
L: Ej mała. Ty uważaj bo jestem straszy.
J: Ciekawe o ile Lou?
L: Emm... o 4 lata i 5 dni.
J: Jakiś ty dokładny.
L: no ba bo to ja.
Wytknełam w jego strone język.
J: Dobra. Ja lece Kasi pomóc bo temu samolubowi nie chce sie dupy ruszyć.
L: Ok. Ja ide do niego.
J: Ok Li.
Powerdowałam do kuchni
*Oczami Mouimi*
Gotowałam makaron na obiad, Gdy do kuchni weszła Daria.
D: Siemasz Kasia.
J: O hej śpiocu. Nieźle zaszalałaś ze spaniem
D: Oj tam. Co gotujesz?
J: Spagetti.
D: Jej! Uwielbiam twoje spagetti.
J: Dzieki. Ale mam też niespodzianke dla Lou.
D: Jaką ?
J: Wiesz jak on kocha marchewki i wszystko o z nimi związane.
D: No ba.
J: Robie babeczki marchewkowe.
D: Ucieszy sie.
J: No ba.
D: Pomóc coś.
J: Mogłabyś zesztkować ser?
D: Jasne. Tylko pokaż gdzie i co?
Dałam jej tarke i ser. Zabrała się do pracy.
J: O Łosiek dzwoni.
D: Pozdrów go.
J: Ok.
poszłam do pokoju.
Ł: Hej kotku.
J: Hej. Co tam?
Ł: Możesz przyjsc do mnie o 16?
J: Jasne. Mam czas.
Ł: Ok. To do zobaczenia.
J: Pa.
Rozłaczyłam się. Zeszłam na dół. Dokonczyłam obiad. Zjadłam go. Lou pozmywał a ja się szykowałam na spotkanie z Łośkiem. Po 30 min. Byłam gotowa i wyszłam z domu. miałam na sobie to Strój. Po 20 minytach byłam na miejscu. Weszłąm do środka. Było pusto.
J: Łosiu? jesteś tu?
odpowiedział mi cisza. Weszłam na góre. Otworzyłam drzwi od sypialni i to co ujżałam zwaliło mnie znóg. Łosiek kochał się w łóżku z Carmen.
J: Łłosiek?
Spojrzał na mnie. Łzy zaltywał juz kaskadami po policzkach.
Ł: Kasia ja...
J: No co ty? powiedź co?
C: Ups...Jakoś tak wyszło. Łosiu kotku. Powiedz jej to.
Ł: Kasia bo.... Ja juz ciebie nie kocham.
Nogi mi się ugieły.
J: Tttak? To dobrze wiedzieć. A wiesz co? Piprz sie z tą jebanądziwka. Powodzenia życze.
Wybiegłam. Pobiegłam do domu. Wbiegłam jak strzała do domu i uciekła na góre. Zamknełam się w sypialni. Udałam na łóżko. Wtuliłam sie w podszke i się ozpłakałam. Tak. Tu zdanie Darii co mi kiedyś powiedziała idealnie pasuje: '' Life is brutal"
----------------------------------------------------------
I jak?Troche dramatyzmu ale zawsze coS. Jak myślicie? Co się wydarzy potem?

środa, 15 stycznia 2014

Chapter 35

*Oczami Zayna*
Miałem przed oczami ostatni wpis Anity na Facebooku. ,, Jesteśmy zaręczeni. Kocham cie Damien." Myslałem że umre patrząc na ten wpis. Postanowiłem przejsć sie po Aleksandrowie. To pięknie miasto. Akurat jest wiosna. Wszystko piękinie kwitnie. Poszedłam do parku. Usiadłem na ławce. Myślałem o tym. Lecz chwilami moje myśli biegły do Martyny. Jest świetna. Uwielbiam ja. Albo nawet.. Czy ja ją kocham? Myśli ciagle biegły jednak zamiast do Anity to do Martyny. Jej twarz miałem przed oczami. Spojrzałem na zegarek. 12. Ten śpioch Louis pewnie nie śpi. Poszedłem do niego.
*Oczami Louisa*
Otworzyłem moje śpiące oczy. Spojrzałem w bok. Kasia jeszcze spała. Odważyła sie ze mną spać po wczorajszym pocałunku. Godzina 11: 30. Wstałem ubrałem sie. Umyłem. Zszedłem na dół. Zaczołem robić sniadanie gdy zadwonił do drzwi. To był Zayn
Z: Cześć stary.
J: Hej.
Widziałem jego smutek.
J: Wejdź.
Z: Nie przeszkadzam?
J: Nie skąd. Właż.
Z: Ok.
Wszedł. Zciągoł kurtke. Usiadł w salonie. Przyniosłem mu sok.
J: Prosze.
Z: Dzieki
Upił łyk
J: Stary co jest?
Z: Niiic.
J: Weź mnie nie okłamuj. Ja to widze
Z: Chodzi o Anite. I te zaręczyny
J: AAAA. I co?
Z: To że ja ją kocham stary. Ale staram sie pogodzić z tym. Ale jest jeszcze jedna osoba.
J: Jaka?
Z: Martyna. To świetna i piekna dziewczyna.
J: Ok. I co masz zamiar zrobić?
Z: Nie wiem. Doradź mi.
J: Zapomnij o Anicie i postaraj się aby Martyna cie pokochała.
Z: Dzieki stary. Tak zrobie.
J: Prosze. Do usług.
I wtedy zeszła Kasia. Ubrana w to:Strój. Uśmiechnołem się uświadamiając sobie że wygląda jak ja.
K: Siemasz chłopaki.
J i Z: Cześć.
J: Tam masz śniadanie.
K: O dzięki. Jesteś kochany
Podeszła do mnie i dała mi buziaka w policzek.
J: Prosze.
Wzieła talerz z omletem i przyszła do nas
K: O czym gadacie?
Z: o tym jak jestem zakochany w Anicie ale ona jest zareczona z Damienem. Ale tez kocham Martyne
K: To nieżle.
Z: Num.
I nagle zadzwonił dzwonek. Poszła odtworzyć.
K: O Hej Anita.
Spojrzałem na Zayna. Był zaskoczony.
A: Hej. Moge? Musimy pogadać.
K: Jasne wchodź
Po 10 min. były z powrotem
A: Hej Zayn. Hej Lou.
J: Cześć.
Z: Hej.
K: My idziemy  na góre.
*Oczami Moimi*
J: Ok juz jesteś,
A: Ładny pokój.
J: Dziekuje. Pokazuj pierścionek.
A: Prosze.
J: Jaki śliczny. Postarał sie.
A: No.
J: Opowiedż mi.
A: Ok.
I zaczeła opowiadać. Po 2 h gadki poszła. A ja zostałam sama w pokoju.
-------------------------------------------------------
I jak? Podoba sie?

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Chapter 34

*Oczami Louisa*
Siedze sam. Z Kasią która śpi u siebie. Oglądam tv. Daria i Liam poszli na spacer. Pada jak to zwykle. Troche grzmi. Kasia śpi i dobrze. Martwie sie tylko o dwójke spacerowiczów. Trudno. Zmokna troszeczke. Ale co tam. Poszedłem na góre. Wszedłem pod prysznic. Po 10 min. wyszedłem z łazienki. Nagle usłyszalem ciche szlochanie. Musiałbyc nie kto inny jak Kasia. Poszedłem do jej pokoju. I zobaczyłem ja. Miała dłonie we krwi. Obok potłuczony wazon. płakała. Podbiegłem do niej.
J: Boże co sie stało?
K: Wwazon spadł bo okkno sie otworzyło i sie stłukł.
J: Nie płacz. Choć dał mi to szkło.
Wyciagnołem kawałek szkła z jej dłoni. Zajeczała z bólu. Zabolało ja to.
J: Przepraszam. Nie chciałem.
K: Nic sie nie stało. Idz sppać.
J: Nie zostawie cie samą. Chodź. Chce ci pomóc.
Wziołem ją na ręce i zaniosłem do łązienki. Usadowiłem ją na pralce.
*Oczami Mouimi*
Siedziałam na pralce gdy  Louis szukał bandaży i wody utlenionej. Po 10 min. znalazł i podszedł do mnie. Chwycił mą dłoń. Wzioł wtoche zwykłej wody z kranu i spłukał krew z moich dłoni. Zamoczył gazik w  wodzie utlenionej.
L: Teraz może poszczypać.
I przyłożył go do ran.
J: Ałaaaaaaaaa!
Wbiłam z bólu paznokcie w jego ręke. Zaskowyczał z bólu. Szepnełam.
J: Przepraszam.
L: Ok. Nic mi nie jest.
J: Boliiiiiii!
L: Juz chwila.... No już.
wziół bandaże i owinoł nimi rany.
L: Codź kaleko moja. Zaniose cie.
J: Louis ale ja umniem chodzić.
L: Ale ja lubie cje nosić.
Wzioł mnie na ręce i zaniósł do mojej sypialni. Położył mnie na łózku. Sam też obok sie położył. Zostawił lekko uchylone drzwi.
L: Jak sie czujesz?
J: A nawet.
L: Jutro to posprzątam. A teraz śpij.
J; Dziekuje za wszystko.
L: nProsze.
I w tym momencie musnoł moje wargi. Odpowiedziałam na niego. Po prostu nie mogłam sie powstrzymać.
*Oczami Darii*
Patrzyliśmy z Liamem na całująchych sie Kasie i Tommo. Poieknie razem wyglądali.
I weszlismy.
J: Ale top ładnie wygląda.
L: ładna z was para kociaki.
I tu pożałowaliśmy. Kasia speszyła się tym i uciekła do łazienki.
----------------------------------------------------------------
I jak? Podoba się?

sobota, 11 stycznia 2014

Chapter 33

Puście na początek to: Piosenka
*Oczami Damiena*
Mineło kilka dni. Sorka tygodni. Kasia jest chora. Louis sie nią opiekuje, a także Daria i Liam na zmiane. Coraz więcej czasu spędzam z Anitą. To wspaniała i piekna dziewczyna. Wprowadza mnie w świat ich klasy. Wczoraj poprosiłem ja o chodzenie. Zgodziła sie. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem świata. Ale chyba jej kolega Zayn jest zazdrosny.
*Oczami Anity.*
Jeah! Jestem z Damienem. ciesze sie ogromnie. Nawet nie wiecie jak bardzo. OMG! Jeszcze Kasia go przyjmuje do układy na za 2 dni. Ale będzie fajnie. Dzisiaj Poszłam do Damiena bo o to poprosił. Otworzył mi.
D: Hej kotku.
J: Hej.
W wejściu mnie pocałował.
D; Co do picia?
J; A co masz?
D: Wino moze być.
J: Jasne.
Przyniósł kieliszki i wino. Otworzył je. Nalał do kieliszków.
D; To co? jakis toast?
J; Masz pomysł?
D; Za to aby ta miłość trwała wiecznie.
Wypiłam łyk. Potem kolejny. Przyniółsł Risotto z kurczakiem. Kocham. zjedlismy przy świecach.
D; Nawet nie wiesz jak sie cioesze że cie mam.
J; naprawde?
D; Tak. jesteś moim życiem i skarbem
Pocałował w policzek. Zarumieniłam sie.
D; I tak słodko sie rumienisz.
J: Dziekuje.
Zjedliśmy rozmaiając o tym jak to dalej będzie.
D: Daj wezme. Pozmywam.
J: Nie. To ja.
D: Ten twój urok ale nawyżej póżniej pozmywamy.
J: Ok.
Zanieśliśmy talerze. Odpalił piosenke wolną( tą co na początku)
D: Zatańczysz?
J: Nie umiem tańczyć.
D: Dasz rade.
Chwyciłam jego dłoń. Delikatnie się kołysalismy.
D: Anita?
J: Tak?
D: Jesteś najważniejszą osoba w mym życiu. Powietrzem. Chwilą. Biciem serca. Z toba czuje sie lepszym człowiekiem. Tak sieciesze że tu przyleciałem. Ze mogłem cie spotkać. Poznać. Pokochać. Ale jest jeszcze jedno pytanie.
J: Jakie?
uklęknoł. Wyciagnoł pudełeczok. Zkryłam usta dłońmi.
D: Wyjdziesz za mnie?
Otworzył pudełeczko a tam pierścionek Taki.
J: Tak.
Załozył go. Wpadłam mu w ramiona. Pocałowałam. To najszczęśliwyszy dzień mojego życia.
D: Przeprowadzisz sie ze mną do Paryża?
J: Z wielka chęcią.
Pocałowa,l mnie. Jeah! mam narzeczonego.
--------------------------------------------------------------------------------
I jak? podoba sie?

piątek, 10 stycznia 2014

Chapter 32

*Oczami Anity*
Dzisiaj Poniedziałek. I nowy uczeń w klasie. Nie ma Darii, Kasii, Louisa i Liama. I Łosiek jest przez to smutny. Poszłam do Werki która stała ze swym ukochanym Hazzą. Akurat oddawali sie czułemu ale zarazem namietnemu całusowi.
H: ooo. Anita. Siemasz.
J: Hej. Jak tam?
W: Cieszymy sie sobą a ty?
J: Wiecie że ma byc jakis nowy uczeń?
H: Znowu?
W: Misiu spokojnie. Może to będzie twój nowy przyjaciel?
H: Kotku wiesz że jedynym Best Friendem jest Louis.
W: No wiem, wiem
J; Ok to idziemy?
W i H; Jasne.
Poszlismy. Wszyscy juz byli. I go zobaczyłam. Wygladał tak Damien. To chyba najładniejszy chłopak na świecie. Nagle podszedł do mnie Zayn.
Z; Hej.
J; oo. Heej.
Z: Jak tam?
J: A ok.
Z: U mnie tez.
J; To chyba nowy nie?
Z: Num.
I nagle do mnie podszedł.
D: Hej Jestem Damien.
Zatkało mnie.
J: Ja jestem Anita.
Ma przepiekny uśmiech. Aww. Cały dzień minoł mi na zachwycaniu sie nim. Aww.
-------------------------------------------------------
Przepraszam że taki krótki. Przepraszam nie mam czasu

wtorek, 7 stycznia 2014

Chapter 31

*Oczami Moimi*
Spałam spokojnie gdy nagle walnoł piorun i grzmot. Tak strasznie boje sie burzy(Ciekawostka: Na serio sie jej boje). W myslach mówiłam: Kasia uspokój sie. To tylko burza. Dasz rade. I wtedy rozpetało sie piekło. Pioruny waliły. Lało. Zaczełam ze strachu płakać i krzyczeć. Nienawidze tego. AAAAAAA! Boje sie!
*Oczami Darii*
Obudził mnie krzyk Kasi. No tak. Burza. Lece do niej. Wyszłam z łózka. Udałam sie do jej pokoju. Siedziała smutna i zapłakana na łózku z poduszką przy twarzy. Podbiegłam do niej.
J: Kasia?
K: Daria. bboje sie.
Podniosła zapłakane oczy.
J: Nie płacz. Tu jest bezpiecznie.
K: Nnie czuje się tak.
J: Zaradze cos na to. Pójde po Louisa.
K: Nie idź.
J: Czemu?
K: Nie budź go. Pewnie smacznie śpi.
J: Napewno?
K: Yhym. Idź spać. Dam rade.
J: Ja cie tak tu nie zostawie.
K: Zarywasz kolejna noc przezemnie. Nie chce tego.
J: Nie. Zostaje. Koniec kropka.
Usiadłam przy jej łózku. Jest dla mnie jak siostra o kilka miesięcy młodsza ale tak jest. Jednak sie obok połozyłam. Usneła. Po chwili przyszedł Lou.
L: Ale wali. Co jest?
J: Kasia boi sie burzy.
L: Aha. Ok ale juz dobrze.
Wtedy Kasia zaszlochała.
L: Jednak nie.
K: Ddusiu?
J: Tak siostrzyczko?
K: Louis tu jest? Budziłaś go?
L: Jestem tu ale sam sie obudziłem.
K: Aha.
L: Dusia telefon.
Faktycznie. W kieszeni szlafroka dzwonił mój telefon.
J: Zamienisz sie Lou?
L: Aha.
Wstałam delikatnie a Lou wskoczył do łózka i ja obioł.
J: Halo?
L: Daria? Mam sprawe.
J: Co jest Liam?
L: Nie ma u mnie prądu i wody. Moge przyjsć?
J: Jasne, wpadaj.
L: Ok. Będę za chwile. Pa
J: Ok pa.
Rozłączył sie. Poszłam do Kasi i Tommo.
K; I co?
J: Liamowi odcieło prad i wode.
L: To niech wpada.
J: Ok. Będzie za chwile.
Po 10 min. Liam był.
J; Hej.
L: Hej. dzieki wielkie.
J: Soko. Właż.
L: Gdzie Kasia i Lou?
J: Kasia boi sie burzy i Lou jest przy niej.
L: Ahm.
J: Num.
Poszlismy na góre.
J: Bry nie nawidze tego chłodu.
L: Ja tez.
Poszedł do swojego pomieszczenia.Ja połozyłam sie. Nagle wpadł Liam. Ułozył sie obok mnie.
J: Co ty robisz?
L: Mówiłas że ci zimno wiec przyszedłem cie ogrzać.
Uśmiechnełam sie.
L: Wtul sie jak chcesz.
Zrobiłam to. Ale on jest ciepły. Po kilku mniutach usnełam
----------------------------------------------------------
Hejo. I jak? Podoba się?

sobota, 4 stycznia 2014

Chapter 30

*Oczami Moimi*
Obudził mnie dźwięk mojego telefonu. Ktos dzwonił. Odebrałam
J: Halo?
Ł: Cześć kotku. Co robisz?
O cholera. To Łosiek.
J: Nic a co?
Ł: Może wybierzemy sie do Skateparku na deski?
J: Ok A o której?
Ł: Za  45 min.?
J: Ok. Przyjedź.
Ł: Ok pa.
J: Pa.
Cholera która godzina? Ładnie już 10. Wyskoczyłam z łóżka jak oparzona. Poleciałam do garderoby i wybrałam to Strój. Zeszłam na dół. Przy stole siedziała Daria.
D: Hej jak sie czujesz?
J: Ok. Jest juz w porządku.
D: To dobrze. Gdzie lecisz?
J: Do Skateparku.
D: Łosiek?
J: Aha.
D: Ok to miłej zabawy. Czekaj zrobie ci kanapki.
J: Dzieki jesteś kochana.
I tu Daria pokazała swoja opiekuńczą strone. Zjadłam szybko śniadanie, Założyłam trampki, wskoczyłam na deske i pojechałam do Skateparku. W drodze słuchałam tego Piosenka. Po kilku chwilach dojechałam. Łosiek juz szalał na desce. Dołaczyłam do niego. Po chwili skumałam że jestem jedyną dziewczyną jeżdżacą na desce. Zrobiłam z Łoskiem konkurs na jak najwięcej trików i wygrałam. Od 8 roku życia jeżdż więc jest nieżle. Heh wkurzył sie że przegrał ale po chwili sie rozchmurzył. Pojeżdzilismy troche i o 12 odprowadził mnie do domu. Byłam w domu. Nikogo nie ma. Hmm.... To dziwne. Zrobiłam obiad la naszej całej trójki gdy wszedł Louis.
L: Hej. Co na obiad?
J: Risotto z ryżem i marchewką.
L: Ty wiesz jak zadowolic człowieka.
Zaśmiałam się.
L: Ide na chwile na góre ok?
J: Ok leć.
Nałozyłam mu i sobie na talerz gdy przyszedł. Zjedlismy. Postanowiłam wejść na kompa. Ok 18 Louis wszedł do pokoju i zadeklarował że nie ma siedzenia przed kompem  i idziemy oglądać film. Zrobiłam popcorn. przygotowałam przekąski i przyszłąm do salonu.
J: Co oglądamy?
L: Zobaczysz.
Włączył mój ulubiony film. Grease. Obejrzeliśmy jeszcze Grawitacje przy której usnełam.
*Oczami Tommo*
Kasia usneła na moim ramieniu. Wyłączyłem film. Zestawiłem miske z popornem z jej kolan. Wziołem na ręce i zaniosłem do jej pokoju. Delikatnie połeżyłem ja na łóżku. Okryłem ja. Pocałowałem w czoło i poszedłem. Po chwoli przyszła Daria. Była u Werki. Poszła pd prysznic i usneła we własnym łóżku. Po chwili uczyniłem to samo. Lecz w nocy cos mnie obudziło.
-------------------------------------------------------
Hej. dziękuje za to że czytacie. to juz 30 Chapter. podoba się?

czwartek, 2 stycznia 2014

Chapter 29

*Oczami Moimi*
L:  Kasia chcesz ze mną chodzic?
Wytrzeszczyłam oczy . Nie sądziłam że to powie. Ale ja nie moge.  Nie moge z nim być. Co będzie z Łośkiem?
J: Louis ja nie moge.
L: Co? Czemu?
J: Łosiek.
L: A no tak. Zapomniałem. Masz tego tancerzyka. To on cie mi zabiera.
J: Lou to nie tak.
L: A jak?
J: Ja go kocham.
Skłamałam. Od dłuższego czasu chciałam być z Lou.
L: Aha to dobrze wiedzieć.
J: Lou serce nie sługa..
Spojrzał na mnie z bólem w oczach. Wyszedł i trzasnoł drzwiami. Wtuliłam sie w poduszke. Płakałam.
*Oczami Louisa*
Wyszedłem. Miałem dość. Moja nadzieja wygasła. Wszedłem do pokoju. Odpaliłem laptopa. Przez ściane słyszałam jak płacze. Założyłem słuchawki aby tego nie słyszeć.
*Oczami Darii*
Weszłam do środka. Dom Liama był cudny. Usiedlismy w salonie. Li poszedł do kuchni wstawic wode na herbate. Po 10 min. wrócił z dwoma kubkami ciepłej herbaty.
J: Wiesz że praktycznie sie nie znamy?
L: Wiem i dlatego cie tu zaprosiłem,
J: Aha ok.
L: Opowiedz mi o sobie.
J: To tak. Wiesz juz jak mam na imie i że jestem kumpela Kasii.
L: No tak. Czym się interesujesz?
J: Głównie muzyka. Spiewam. Ale też rysuje.
L: Tak?
J: Num. Zawszemam coś przy sobie. Podstawia mojej torebki to telefon, portfel, Zeszyt na rysunki i ołówek.
Zaczelismy sie śmiać.
J: Ale dzisiaj nie wziełam rysunków.
L: Szkoda. Jak długo znacie sie z Kasią?
J: Odkąd wyjechała z Aleksandrowa. Siedzi ze mna w ławce.
L: A kim jest dla niej Łosiek? Jak on sie naprawde nazywa?
J: Nazywa się Adam G. Sevani. Występował w Step Up. Był kiedyś kumplem Kasi ale teraz chyba chłopakiem jak widze co sie dzieje.
L: Num.
Gadaliśmy do 22. Po czym Liam zawiózł mnie do domu. Byłam w domu Louisa. Siedzał na kanapie.
J: Gdzie Kasia?
L: U siebie.
Poszłam do niej. Zastałam ja w łózku. Jej ciało drżało. Miała czerwone i opuchniete oczy od płaczu.
K: Ccześć Dusia. Gdziee Byłaś?
J: Co się stało?
K; Louis zaprooponował mi chodzenie. A jja głupia zrezygnowałam.
Rozpłakała się. Przytuliłam ja. Wiedziałam że tego poterzbuje. Usneła w mych ramionach. Ułożyłam ja na łóżku. Wyszłam. Louis spał. Połozyłam się do łóżka. Myślałam o tej rozmowie z Liamem. Ogólnie moje myśli do niego biegły.
-----------------------------------------------------------------------------
Hej. Sorki że tak pózno ale jakos tak wyszło. Podoba sie?