poniedziałek, 20 stycznia 2014

Chapter 37

*Oczami Darii*
Kasia pobiegła na góre. Coś jest nie tak bo płakała. Poleciałam za nia a wraz ze mną Liam i Louis. Zapukałam delikatnie w drzwi.
K: Iiidźcie soobie.
Wydukała przez łzy.
J: Kasia my chcemy pomóc.
K: Niee mapo cco. Jest ok.
L; Kasia. Napewno nie.
L: Nie wciskaj nam kitu tylko pozwól nam wejćś.
Usłyszeliśmy delikatne przekręcenie klucza w zamku. Otworzylismy. Kasia leżała n łóżku. Podbieglismy do niej.
J: Kasia co sie stało?
Zadając to pytanie przytuliłam ja. Podniosła zwrok. Jej makijaż się rozmazał i wyglądała troche jak miś panda ale nie zważałam na to.
K: Łłosiek. Carmen. Oni.
L: Łosiek cie zdradził z Carmen? Zabije sukinsyna.
J: Louis nie unoś sie tak. Nie warto.
L: Nie warto? Daria on ja zdradził z największą dziwka w szkole!
L; Lou ja tez ci radze sie uspokoić. Ona potrzebuje tego. Nie chce pewnie krzyków. Drażni ja to.
L: Eh. Ok. Masz racje stary.
L: Kasiu?
K: Taki Li?
L: masz siłe opowiedzieć?
J: Liam nie męcz ją dzis tym.
Kasia nic nie powiedziała. Wtuliła sie we mnie.
K: Ddusiu?
J: Tak?
K: Pomozesz mi?
J: W czym?
K: W opieprzeniu Łośka?
J: Hah. Pewnie.
K: Dzięki.
L: Ja też pomoge. Chętnie mu przywale w ta kudłatą łepetyne.
L: A ja ci pomoge Lou.
K; Dzieki. Jeteście kochani.
J: Emm. My z Liamem musimy isć.
Usiadłam obok niego.
L: Niby gdzie?
J: Mielismy iść doo. Do kina. Zapomniałeś?
L: Do jakiego ki..
Nie dokończył bo go uderzyłam w bok.
L; Aaa no tak. Na maraton ze Zmierzchem. Zapomniałem. To my idziemy. Louis zaopiekuj sie ną dobrze.
L: Jasna sprawa.
J: To trzymajcie się.
K: Pa.
Wyszliśmy z domu.
L: Co ty do cholery kombinujesz?
J: zależy ci aby byli razem? Czujesz ta chemie między nimi?
L: Aha.
J: Dla tego wymysliłam to aby zostali troche sami.
L: Ty to jednak sprytna jesteś.
J: No ba. Bo to ja.
L: Jaka skromna. I ja jednak zarezerwowałem te bilety.
J: Serio mówisz?
L:  Ja nigdy mnie kłamie.
J: Jeeej! Jesteś kochny.
Rzuciłam mu sie na szyje i pocałowałm w policzek.
L: Jaki wybuch radości.
J: Oj tam. To idziemy?
L: Pewnie. Pani pozwoli.
J: Hah kretyn
Chwyciłam jego dłoń. Zplotlismy palce. To bedzie niezapomniana noc. Ja. On. i Zmierzch.
*Oczami Louisa*
Po wyjsciu Dari i Liama Kasia szepneła.
K: Louis?
J: Tak?
Usiadłem na łózku.
K: Moze to głupie i dziwne ale.. Połozysz sie obok i przytulisz?
J: Z wielka checia.
Okrążyłem łóżko. Ułozyłem sie obok.
J: Wtul sie.
Po chwili juz znajdowała sie w mych ramionach. Jej ciało jeszcze drżało z Powodu płaczu. Nagle się rozpłakał.
J: Kasu. Nie płacz prosze.
K: To trudne Lou.
J: Prosze zrób to dla mnie. Cii. Cichutko. Nie płacz.
Nie mogła się uspokoić. Wiec musnołem jej wargi. Nagle go pogłębiła. Czułem się najszczęśliwszym człowiekiem świata. Postanowiłem powtórzyć pytane. Po odklejeniu się od się od siebie spytałem
J:Kasiu?
K: Tak?
J: Chcesz ze mną chodzic?
K:Lou ja nie moge
Zaskoczyło mnie to. Nic nie powiedziałem. Poi chwili usneliśmy.
*Oczami Darii*
Wróciliśmy koło 5. Zaglądneła do pokoju Kasi. Sapała w objeciach Lou.
L: I jak?
J: Śpią.
L: Mysle że  powinnismy zrobic to samo.
J: Masz racje.
Poszliśmy do sypialni i połozylismy sie do łózka
-----------------------------------------------------------------
Hej. I jak? Podoba się?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz