poniedziałek, 26 maja 2014

Imagine 0.2

Dla Oli Adamiak


Rozejrzałam sie dokładnie po szkolnych korytarzach. cisnełam mocniej ksiązki z obawą że spotkam moich gnębicieli. Harry, Zayn I Lima. Brry. Wkurzaja mnie do tego stopnia że mam ich dość. Jedynie Louis i Niall są moimi przyjaciółmi. Och Niall. Zawsze sprawiał mi radość, Pomagał, wspierał, bronił. Nawet sie kiedys pobił z moimi dręczycielami w mojej obronie choc wcześniej to byli jego BFF. Któregos dnia mi powiedział
 N: Nie ważne co sie będzie działo zawsze jestem przy tobie dobrze?
J: Dobrze.
I jakl to miał w zwyczaju zamiast buziakiem w policzek całował mnie czułym pocałunkiem w czoło. Eh. Jak bardzo bym chciała zmimienić to głupie czoło na usta.. Ale nic nie zrobie. Trudno. Poszłam do szatni. Mój przyjaciel przywitał mniez radoscia w szatni. Pocałował w czoło i podal mi worek z moimi butami. Po chwili pojawił sie Louis. Pan tajemniczy. rzadko mówił. Kiedys taki nie był. Cos musiało mu sie stać. 
L: Cześc Olu.
J: O. Witaj. emm. Co tam?
L: A dobrzee. A u ciebie?
J: Też.
L: Niall ja lece do bibliopteki. Nie moja grupa ma teraz angielski.
N: Om leć.
L: To czesc.
J i N: pa
I poleciał. Niall poczekał az zmieniłam buty i razem poszlismy podklase.
J: Niall?
N: Tak?
J: Louis wczoraj mi powiedizał ze dzisiaj masz mi powiedziec cos w jego imieniu. A tak wogóle czemu jest taki cichy.
N: własnie prosił o to abym ci wytłumaczył czemu taki jest.
J: To wal.
N:' Jego rodzice zostali niedawno zamordowani. na jego oczach. Było ciemno. Pewnien facet wdarł sie do domu. Z bronia. Poszedł do ich sypialni. Lou obudzil krzyk błagania. Podbiegł do drzwi gdy nagle jego rodzice wybiegli razem z tym facetem. Dziewczynki były u babci wiec nic nie wiedziały. będąc w salonie Louis bronił rodziców. lecz facet był szybszy. Przybiegła tez El. Zabnił ich rodziców. A El postrzelona umarła mu na rękach.
Gdy Niall to opowiadał poczułam straszny smutek. To straszne stracic bliskich jednej nocy. 
J: Niall. Top straszne.
N: Wiem. Przez nastepny tydzień go nie będzie bo mamy spring break wiec mamy 2 tyg wolne.
J: ooo to fajnie. Wpadniesz domnie?
N: Jasne z wielka chęcią.
Angielski i pozostałe lekcje mineły strasznie szybko. Wkońcu cały tydzień męczarni minoł i nastały 2 tygodnie laby. Z Niallem pojechałam pod namioty aby sobie razem spedzić czas. Gdy nastała noc udalismy sie do odzielnych namiotów. Noc była cholernie zimna. Niall juz drzemała ja telepalam sie z zimna w kocu. Postanowiłam sie przejść. Wyszłam z namiotu i udałam sie przed siebie. Wychodząc juz z lasu wyszłam na polane. Blask księzyca odbijał sie od tafli jeziora. Usiadłam nad jego brzegiem. Dotknełam palcem jego tafli powodujac fale marszcąc gładką jego tafle. Zaczeło mi sie robić jeszcze zinmiej. Zoczałyłam obok siebie reke z niebieska bluzą. Zobaczyłam Nialla.
N: Martwiłem sie że cos ci sie stało bo tak nagle zniknełaś, a twój namiot był przwrócony.
J: przewrócił sie?
N: Tak
J: To go jeszcze raz postawie.
N: Nie musisz.
J: Jak to? gdzie będe spać?
N: Obok mnie.
J: Co?
wstałam zdezorientowana.
N: Ola bo ja od pewnego czasu nie czuje do ciebie przyjaznie.
J: Czyli nie jestesmy przyjaciółmi?
N: Jestesmy ale czuje cos więcej niz przyjazń. gdy cie widze pojawia mi sie usmiech na moich ustach. Co noc mi sie śnisz i scena pocałunku. Naszego. 
J: Czyli?
N: Po prostu cie kocham.
Ostatnie zdanie powiedział cicho i spuscil głowe.
J: Niall ja..
Momentalnie podniósł głowe.
J: Bo ja tez cie kocham.
Tym razem ja spuściłam głowe. Złapał za mój podbródek i pocałował czule w usta. Po chwili sie oderwał.
N: Zostniesz moją dziewczyną?
J: Tak.
Pocałował czule i zaczelismy wracac. On delikatnie chcił mnie złapac za reke ale będac blisko dłonia obok mojej dłoni odsunoł ja. Spojrzałam na niego i szepnełam
J: Niall nie musisz sie bac okazywac mi uczucia.
On sie usmiechnoł i splótł nasze dłonie w idealna całosć.
----------------------------------------------------------------
To mój drugi imags dla Oli. mkam nadzieje ze sie podoba.
1 koment=Motywacja do kolejnego pisania


poniedziałek, 12 maja 2014

Chapter 49

*Oczami Moimi*
Bylismy w szpitalu. Nie odstepowałam go ani na chwile. Daria i Liam wręcz czasem odciągali mnie od jego łóżka. Nie mogłam go opuścic. Po prostu nie mogłam
*Oczami Georgea*
Kasia jest w szpitalu. Czuwa nad nim. Nad tym debilem którego nienawidze. On mi ja odbiera. Włąśnie jestem z nia w szpitalu. Kasia czuwa nad nim. TRZYMA JEGO DŁOŃ!!!! Fuck. Gówniany debil. Mogłem go wcześniej dobić. Tak żeby umarł. Byłaby tylko moja. MOJA. Nagle głupi pedał sie poruszył. Kasia aż podskoczyła.
L: Kkasia?
K: Jestem tu... Csiii... Jestes słaby.
Mna by sie tak nie zaopiekowała. Spojrzała na mnie. Dałem jej sztuczny uśmiech na znak że też sie ciesze. Odpowiedziała mi Tym samym tylkoże szczerym. Louis Spojrzał na nia. Ona na niego po czym schylili głowy.
J: Kochanie?
K: Tak skarbie?
J: Ja będę sie zbierał. Musimy pogadać na zwewnątrz dobrze?
K: naturalnie.
Wyszlismy razem.
J: Co ty odpierdalasz co?
K: Ja nic.
J: Nic? Nie udawaj swietej. Podoba ci sie prawda?
K: George to nie tak...
J: A jak? Jak kurwa co? I tak jestes dziwka i tyle.
pPo czym zaczołem ją tłuc. Byłem za szpitalem na parkingu. Nikt nie mógł mi przeszkodzić.kasia lezaa na ziemi. płakała. Po chwili skończyłem. Nie miałem już siły. Zreszta ona pewnie też nie miała. Po chwili słyszałem jak ktos biegnie. ale wolno.
J: a i jeszcze jedno. To ja pobiłem jego. a teraz czesć.
Po chwili odbiegłem
*Oczami Louisa*
Wybiegłem powolnie ale jakoś ze szpitala. Niesli mnie Daria I Liam. Liam Postawił  mnie a daria dalej prowadziła. Pobiegł za georgem. Po chwili padłem przyniej.
J: Kkasia... proooosze odezwij sie.
Lekarze po chwili się zjawili. opierniczyli mnie ze wyszedłem ale tez podziekowali. Wzieli ja do szpitala. Liam zdąrzył złapac Georgea. Policja go wzieła na komisariat. na szczęście połozylli ja łózko w łóżko obok  Mogłem trzymac jej dłoń. Wygladało to jak jedno wielkie łózko. patrzyłem na jej skatowana twarz. Tak bardzo załuje że pozwoliłem jej na powrót do irlandii. Ze ja wypuściłem z rak. Mogła zostać i byc szczęśliwa u mego boku. Ale niestety. Straciłem ją. :(
----------------------------------------------------------------------------------
I jak podoba sie?
1 koment=Motywacja do kolejnego pisania
 

środa, 7 maja 2014

Imagine 0.1

Dla Darii Błachut
Blog: 
be-yourself-love-story.blogspot.com
(Polecam bo jest świetny :*)



Otóż tak. Jestem Daria, mieszkam w Londynie i dorywczo pracuje jako architekt krajobrazu.Za kilka miesiecy będe mogła kontynuować tą prace już na stałe. I z tego powodu sie ciesze bo kocham kwiaty i przyrode.  Mam własne mieszkanie które mam zamiar sprzedać. Jest ono nie duże ale dobrze mi sie w nim mieszkało więc ok. W moim życiu jest 2 facetów:
1) Mason   Trever. Mój chłopak Pracuje jako model. Nie jest dość znany. Młody, piekny, przystojny, czuły, delikatny, wyjatkowy na swój sposób. Z nim przeżyłam swój pierwszy raz. Kocham go bardzo a i on mnie kocha. Takiego ciacha jak on pożąda każda dziewczyna na świecie a on własnie mnie wybrał.
2) Liam   Payne. Mój przyjaciel. znam go od dziecka. Już jako maluchy urządzalismy sobie małe mam talent i Liam śpiewał. Mając 10 lat przezyłam z nim swój pierwszy pocałunek. Było to cos niesamowitego. Myslałam że bedziemy przyjaciółmi do końca życia ( Obiecywalismy sobie to nawet) jednak czasem co nawet sie staramy aby to się udało musi sie skończyć. Rok 2010. Miałam wtedy 15 lat a on 16. Poszedł do X Factor. Bardzo go wspierałam. Lecz połączyli go z innymi 4 chłopakami i Liam rozpoczoł kariere w One Direction. Wtedy kontakt urwał sie. Po kilku miesiacach po tym zdarzeniu poznałam Masona. I tak do tej pory sie trzymamy. O Liamie ciagle mysle. Starałam sie z nim kontaktować ale niestety nie udawało sie. 
*Today*
Godzina 22. Wracam moim kochanym autkiem przez ulice Londynu do domu. Po 20 min jazdy byłam na miejscu. Mieszkałam w domu Masona oczywiscie razem z nim XD. Weszlam do środka 
J: Mason. juz jestem!
rzuciłam na stół klucze. Sciagnełam buty i kurde i udałam sie do kuchni. Tam zalazłam gartke z nanym mi pismem.
Kochanie:*
Pojechałem do Michała na 18. Będe rano.
 Bardzo załuje że nie spedzimy razem tej nocy.
Kocham i całuje:
Twój Mason :*

Usmiechnełam sie pod nosem. Uwielbiałam go za tą jego słodkosć. Postanowiłam sie wykapać. Wziełam szybki prysznic myjąc głowe. wysuszyłam włosy ibrałam pizame : Koszylka z Batmanem, czarne majtki i czarne legginsy . Nie chciało mi sie zakładać szlafrok wiec załozyłam Bluze. Tak dobrze myslicie. Jestem fanką Batmana. Liam też zreszta był. To  własnie jego bluze miałam teraz na sobie. Lubilismy razem oglądac wszystkie cześci Toy Story, Batmana oraz film 3 metry nad niebem którego dawno nie ogladałam. Weziełam koc, Zrobiłam sobie kakao, zabrałam chusteczki i udałm sie do salony. Odpaliłam 3 metry nad niebem i zaczełam oglądac. ok 23 zadzwonił dzwonek. Myslałam że To Mason jednak wrócił. Jednak gdy podeszlm do drzwi i je otworzyłam ujrzałm tam... Liama. Stał tam z tym swoim zniewalającym usmiechem a wygladał miej wiecej tak : Klik. Otworzyłam usta ze zdziwienia. Nie mogłam uwierzyć że on tu stoi.
L: Cześć Daria.
Serce zabiło mi mocniej. Nadal stałam jak osłupiała w drzwiach.
L: Daria pamietasz mnie ? To ja Liam.
J: pamietam. Po co tu przyszedłes?
L: Musimy pogadać.
J: Wejdź nie będziesz stał w progu.
Wszedł do srodka. Znów wskoczyłam pod koc. Po chwili także Liam pojawił sie w salonie.
J: Chcesz cos do picia?
L: A co masz?
J: A kakao.
L: To zrób.
Poszlam do kuchmni. po 5 min wróciłam z kubkiem i mu podałam.
L: Dziekuje.
J: Prosze. A wiec? o czym chciałes pogadać?
L: Mianowicie chciałem ci powiedziec ze teskniłem za toba i że nigdy o tobie nie zapomniałem.
J: To gdzie byłes kiedy cie potrzebowałam?
L: bardzo żałuje tego że nie mogłem cie wesprzeć. Nie mogłem tez odpowiedziec bo nawał obowiazków itp. Chyba rozumiesz prawda?
J: Liam ja sie boje
L: czego sie boisz?
w tym momencie przybliżył sie znaczaco. Czułam jego goracy oddech na mojej twarzy. jego mocny zapach perfum.
J: ze znowu mnie zostawisz.
L: Naprawde chce teraz odbudować to co wszystko zniszczyłem. daj mi szanse.
J: Nie. Nie moge na to pozwolić ja..
nie dokończyłam bo w tym momencie wpił mi sie łapczywie w usta. Poczyłam sie tak jak miałam 10 lat. Motylki w brzuchu. Przyspieszone bicie serca. Po 10 min sie oderwał odemnie. Spuściłam głowe zarumieniona. Złapał za mój podbródek poczym cmoknoł moje wargi i wyszedl z domu.
*Next day*
Obudziłam się na torsie Masona. Pewnie jak zwykle zasnełam na kanapie i mnie zaniósł do łózka i ułozył naswoim torsie jak to miał w zwyczaju. Była godzina 9. O 10 zaczynam prace. Wstałam z łóżka ubrałam sie i zeszłam na sniadanie. Po sniadaniu poszłam do pracy.
*12 Hours Later*
Wróciłam. weszłam uradowana cieszac sie ze spotkania z ukochanym.Sciagnełam buty i weszłam po schodach na góre.
J: mason jesteś tam?
Weszłam do sypialni i... ujrzałam coś co kompletnie rozwaliło mi serce. Mason był w łózku z jakąś dziewczyną.
J: Mmason?
Chłopak odwrócił sie w moja strone i wyszedł z łóżka. Kompletnie nagi podszedł do mnie i powiedział
M: Hmm... Chyba juz nie jestesmy razem. Zrywam z toba.
J: jak mogłeś!?
wziełam cześc rzeczy i wybiegłam z domu. Przebiegłam przez ulice i podeszlam pod jego dom. Tak Liama. A tak konkretnie jego rodziców. Zastukuałam z płaczem do drzwi. Otworzył mi Liam. Gdy tylko go ujrzałam wtuliłam sie w niego bardzo mocno i rozpłakałam sie.
L: Dusia co sie stało?
 J: Mason... Mnie... Zdradził.
L: Chodz wejdziesz.
Weszzłam. Usiadłam na kanapie. Po chwili Liam przyniósł koc i 2 kubki kakao. opatulił mnie kocem i podał kubek. Siedzielismy w milczeniu. 
J: Liam nie jest ci zimno?
L: Nie czemu pytasz?
J: Bo masz gesia skórke. Właz pod koc.
Po chwili oboje bylismy pod koce. Liam odwrócił sie a ja wykorzystałam moment i wpiłam sie w jego usta.Były bardzo miekkie. Liam odpowiedział na pocałunek pogłebiając go. nagle przerwalam.
J: Liam zróbmy to.
L: Chcesz sie ze mna kochać?
J: tak.
Liam postawił kubki na stół i pocalował namiętnie. Wiedziałam juz to. Kocham go. Nagle podniósł sie z kanapy podnoszac też mnie i nie przestajac całowac przeszedł do sypialni.
A terza dzieci idą spaćXD. Zaczyna sie cos nie odpowiedniego dla młodszych. ( Tak wiem daria zabijesz mnie za ten kawałek)
Wchodzac do sypialni połozył mnie na łózku. Całował każda część mojego siała zrywając ze mnie ciuchy. Ja czyniłam to samo. Bedac już nago Liam złapał moje piersi w dłonie io zaczoł je piescić.Cichutko jeczłam dajac mu satysfakcje z wykonywanej pracy. Po chwili swoimi palcami krwslił kółka na moim brzuchu. zaczoł jechac nizej. Delikatnie przejechał palcem po mojej kobiecosci. Po chwili jego palce zaczreły sprawiac mi rozkosz jakiej nigdy nie zazwnałam. Po kilku minutach pieszczenia wszedł we mnie. Zaczoł się powoli poruszac jednak stopniowo przyspieszał. W koncu doszedł do momentu gdzie wykonywał szybkie ruchy
J: Ochhhh! Liaaaaam!
Słyszałam jak sapał. Po długim czasie doszlismy. Liam wyszedł ze mnie. Wtuliłam sie w jego cieply tors i usnełam.
*Next day*
Obudziąłm sie. Liama nie bnyło. Ubrałam sie w czorajsze ciuchy i zeszlam na dól. Lias robił śniadanko. Zjedlismy razem po czym Udałam sie do Masona.zapukałam do drzwi
M: cześc.
J: cześc moge?
M: tak.
Weszłam do środka.
M: Chciałem cie przeprosić. Mogłem nie tak powiedzieć ale rzozum. Kocham Caroline.
J: Rozumiem. Ale dzięki temu rozstaniu uświadomiłam sobie ze kocham Liama.
M: To co? Przyjazń?
J: przyjazń.Pomozesz mi wszstko spakować?
M: Tak.
po3h pkowania skończylismy. Nagle zadzwonił mi tel.
L; cześc skarbie.
J: hej słuchaj. Pomozesz mi przewieść rzeczy do mojego mieszkania.
L: Ekhm Pomyłka. Mieszkanie zostało dawno sprzedane./ Zamieszkamy Razem.
J: Naprawde tego chcesz?
L: O niczym innym nie marze
J: No dobrze. To chodź wezniemy te pudła do twojego mieszkania.
L:Ok
Obecnie jesteśmy zaręczeni. Niedługo slub. A za kilka miesiecy urodzi sie owoc naszej miłosci.
------------------------------------------------------------------------------
To mój pierwszy Imagin napisany dla Darietty:*. mam nadzieje że sie spodoba. odwiedzajcie jej bloga i prosze w komentach o kolejne zamówiena na kolejne Imaginy.
1 koment= Motywacjha do dalszego pisania

sobota, 3 maja 2014

Chapter 48

O jejku 2000 wyswietleń!!1 Dziekuje stokrotnie ! :* Kocham was siostry :* I przepraszam ze taki krótki ale miałam 15 min. Wpon będzie dłuzszy. Przepraszam.
*Oczami moimi*
Na łózku leżał skatowany Louis. Koszulka w paski przyschła na ranach. Twarz cała we krwi. Nieprzytomny. pobiegłam do niego.ujełam jego zakrwawioną twarz.
J: Louis?
szepnełam cicho. Chłopak nie odpowiedział. Zaczełam płakać. Moje łzy kapały na jego pokrwawiona twarz obmywajac ja lekko. Wiedziałam że George go pobił. Po prostu wiedziałam. po chwili zadzwoniłam do Liama. Po 10 min przyjechali. Razem z Daria. Wywieżlismy go z tego domu. Liam i Dusia siedzieli z przodu. Ja z Louisem z tyłu. Leżał głowa oparty  na moich kolanach. nasze dłonie były splecione. Płakał. W końcu w szpitalu. Lekarze zabrali Loui na blog operacujny. Tak sie boje o nieg. Noc nie przespana. Mysli biegną do niego. Siedze na korytarzu i czekam. Po prostu czekam.
------------------------------------------------------------------------------------------------
Naprawde przepraszam żę tak krótko.:( podoba się?

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Chapter 47

*Oczami Darii*
Siedziałm spokojnie w mieszkaniu i rozmawiałam z ukochanym gdy zadzwoniłdwonek do drzwi. Była 23. Bałam sie otworzyć ale jednak to zrobiłam. Nagle poczułam wbicie w moje ciało. Przestraszyłąm si ale spojrzałam w dół. Kasztanowe włosy pewnej dziewczyny opadały falami krecąc się na końcach. Szlochała. Wiedizalam juz kto to. To była Kasia.
J: Ej co jest?
K: Looouis... Zzostał... Porwaaany.
po chwili poczułam ucisk w żoładku. Boze. Louis? Przeciez bronic się umie. Zaprowadziłam ja do salonu. Zaczeła opowiadać. cała sie trzęsła. Nie mogła sie uspokoic. Dałam jej jakies srodki na sen. Usneła. Tak mi jej szkoda. Pewnie strasznie to przezywa.
*Nastepny Dzień*
Poszłąm do jej domu. Spakowałam jej ulubione rzeczy i wróciłam do domu gdzie stały juz moje torby.
*Oczami Kasi*
Obudziłam sie z potwornym bólem głowy. Zeszłam na dół gdzie stała juz Daria z moja torbą.
J: Co ty robisz?'
D: Ubieraj sie. Lecimy do Polski. Pomoge ci.
J: Ol tylko zadzwonie do Georga.
Poszłam do sypialni i zadzwoniłam.
J: czesc.
G: Czesc skarbie.
J: George ja lece do Polski.
G: To swietnie. Nocujesz u mnie jasna sprawa?
J: Tak.
G: To pa:*
J: Pa.'
rozłaczył sie. Zeszłam na dół juz ubrana po czym Wziełam torbe i razem z Darią poszłam na lotnisko. PO 2 h bylismy w Polsce. Czekał juz na nas George z Liamem. Daria oczywiscie na niego wskoczyła i pocaławałam. A ja dałam mojemu georgowi niesmiałego całusa. Udalismysie do jego domu.
G: Rozgośc sie.
J: Ładnie tu.
G: Dzieki. Zaprowadził mnie do sypialni.
G: Rozpakuj się. Słuchaj ja mam sprawe do zalatwienia. Będe za niedługo ok.
J: Ok.
Wpił sie w moje usta. Jakos nienawidziłam tego. Jego całusów. Jego warg. Czułosci Czułam sie za kazdym razem jakby miał mnie za chwile pchnać na łózko i piprzyc mnie do póki mu tchu nie braknie. Za każdym razem czułam sie okropnie ale musiałam z nim byc. Choc wyglada nma słodkiego chłopca to tak naprawde gdzie tylko wyjde bez jego pozwolenia bije mnie. Akurat dzisiaj był wyjatkowo spokojny. Wyszedł. Ostrzegał żebym nie wchodziłą do innych pokoi. Rozpakowałam sie po czym zeszłam na dół. Przechodząc obok jednego z pokoi usłyszałam ciuhy jęk. Miałam nie wchodzic. Jednak złamałam sie. Po cichu weszłam do środka. było cimno. Zapaliłam światło i...
CDN.
---------------------------------------------------------------------------------
I jak wam sie podoba? Nie wstawiałam poprzednio linka na grupy wiec prosze o przeczytanie poprzedniego chapera :)
1 Koment = Motywacja do pisania kolejnych chapterów

środa, 23 kwietnia 2014

Chapter 46

*Oczami Louisa*
Znowu Liam Gada z Daria. Sa tak nie rozłaczni ze o matko. Sam bym tak chciał. Szedłem korytarzem gdy spotkałem jak zawsze radosna korcie (dadum c Korcias XD).
K: Siemasz Louis. :)
J: Hej.
K: Chodz kogos ci przedstawie.
Pociagneła mnie za reke.Podeszła ze mna do Chłopaka.
K: Louis poznaj chłopaka Kasi. George'a. przyjechał do jej rodziców.
zaraz co? kasia ma tą kopie Harrego za chłopaka?
G: Czesc wiele tobie słyszałem
J: Mam nadzieje ze same dobre żeczy.
K: Ej słuchajcie ja lece do Nialla a wy se pogadajcie ok?
Poszła i sie z nim przeszła.
G: jeszcze raz pogadasz z Kasia a oberwiesz?
J: O co ci chodzi?
G: Podobasz sie kasi ale nie chce abys miał z nia kontaktu rozumiesz?
J: CO ci odbiło?
G: Jest moja i tylko moja. A gdy do niej zawdzwonisz na wet przez 1 sekunde będziesz z nia gadał to ci wpierdole.
Po czym odszedł. Wiedziałem że jest zazdrosny. rzecież to moja przyjaciółka. Kocham ja ale ona najwyrażniej mnie nie. Czasem po prostu nie mam na nic przez to ochoty na wszystko. Po 5 nawet krótkich godzinach udałem się do domu. George szedł za mną. W końcu dotarłem do domu. Odrobiłem prace domową. zjadłem kanapke z pasta z paluszków rybnych po czym zrobiłem popcorn i właczyłem Grease. Godzina 19. Jest ciemno bo czas zimowypanuje. Udałem sie na krótki sparcer. Chodzac po opustoszałych uliczkach zadzwonił mi telefon. To była Kasia. Ucieszyłem sie. Zaczelismy gadać gdy nagle poczułem przeszywajacy ból ztyłu głowy. Po chwili upadłem na ziemi wypuszczajac telefon w którym właczył sie głośni i słyszałem jak Kasia krzyczy z płaczem i troska moje imie. Po czym zemdlałem.
--------------------------------------------------------------------
Przepraszam że tak długo nie wstawiałem. I pytanlko. Bede robic na tym blogu odzielne imaginy wiec w komentach piszcie kto chce, z kim i jaki rodzaj.
podoba się?

środa, 26 marca 2014

Chapter 45

*Oczami Liama*
Podniosłem sie delikatnie z łóżka. Poduszka pachniałą nią. Jej słodki zapach przeszedł przez moje nozdrza. Uwielbiam jej zapach. Tęsknota za nią jest straszna.ta rozłąka to za dużo dla mnie. Jest mi tak potwornie ciężko bez niej. Strasznie ciężko. Tak cholernie. Jęj zapach unosi sie w powietrzu. Zostawiła swój smak ust na mych ustach. Były słodkie i urocze. Usmiechała się do mnie z ekranu telefonu. Jej uśmiech dawał mi otuche. Podszedłem do lustra i spojrzałem na swoje odbicie. Co ona takiego we mnie widzi? Czemu jestem dla niej tak niezwykły? Przecież patrząc w swoje oblicze widziałem zwykłe czekoladowe oczy przepełnione bólem po  tym jak wyjechała moja ukochana, brązowe włosy które nie były jeszcze ułożone z powodu spania. Zszedłem na dól. Ogień w kominku sie palił.Ah. Gdybym mógł zabrać ja do Volverhapton. Albo ja niedługo spotkać. Ubrałem się, Zjadłem śniadanie i wyszedłem. Po 10 min byłem pod szkołą. Zobaczyłem tam Lou.
J: Cześc stary.
L: O heej.
J: Coś taki rozkojarzony.
L: Ja?
J: Tak ty.
L: Wydaje ci się.
J: Kłamiesz.
L: No dobra po prostu tęsknie.
J: Za?
L: Za Kasią.
I wtym momencie sie zarumienił. Choć nigdy tego nie robił. No może czasem jak opowiadał o kims wyjatkowym..Jest to bardzo żadkie.
J: Lou. Zanczy wiele dla ciebie prawda?
L: Tak. Nie chce jej stracić.
J: To sie staraj o jej względy.
L: Postaram sie.
i miałem cos powiedzieć ale zdzwonił telefon.
-----------------------------------------------------------
Po strasznie długaśnej przerwie wracam w wielkim stylu. Zmiana tła bloga,. ITP> I co wy na to?

środa, 26 lutego 2014

PRZEPRASZAM

Moi Drodzy!
Niestety mój blog został zawirusowany. Siedziba Blogspota czyści mojego bloga. Związku z tym nie moge dodawać Chapterów. Bardzo was przepraszam :'(

środa, 12 lutego 2014

Chapter 44

*Oczami Martyny*
Ta chwila na zawsze pozostanie mi  w pamięci. Ciągle trwamy w pocałunku który stawał sie coraz bardziej namiętny. Odpowiadałam na nie. Nagle przerwał go i spojrzał moje oczy swoimi brązowymi. Kochałam te jego głębie w oczach. Delikatnie drgnełam gdy jego ciepłe dłonie dotkneły mojej talii.
Z: Nie bój sie kochanie.
J: Kochanie?
Z: Tak bo cie kocham. I nie masz prawa wątpić w to co czuje i we mnie. bo to co czuje będzie trwać wiecznie i zawsze będzie trwałe. (Nie umiem pisać romantycznych tekstów prawda?)
J: Kkochasz mnie?
Z: Tak a co?
J: Bo ja ciebie też.
Uśmiechnoł się szeroko i znów pocałował. Kocham te jego słodkie wargi. Usmiechnoł sie przez pocałunek. Ukochany chłopak który odwzajemnia uczucia. czego chcieć więcej? No właśnie niczego.
Z: kotku?
J: Tak?
Z: Uczynisz mi tego zaszczytu  zostaniesz moja dziewczyną?
J: Z wielka chęcia.
 Podbiegł do mnie i złapał mnie. Unósł w gór i całując kręcił mnie w koło. Naromantyczniejsza rzecz na świecie.
Z: a teraz nową panią Malik chce przedstawić chłopakom.
Zaśmiałam się. pocałówqałam go i pobiegłam za nim.poszedł do pokju.
Z: Chłopkai a to pani Malik.
Ukłoniłam się a wszyscy się ssie zaśmiali. Odbyłam rozmowe z Blanka i poszłam spać.
-------------------------------------------------
Przepraszam że taki krótki. I jestem strasznie podekscytowana bo mama Louisa urodziła bliżnkiaki. Synka i coreczke. Lou w końcu ma brata !!! a oto mały Ernest I Doris.


poniedziałek, 10 lutego 2014

Chapter 43

Na początek włacz Happy.
*Oczami Blanki*
Martyna uciekła. Zawiodłam sie nią. Nagle usłyszałm głos za sobą.
Z: Dlaczego mnie uważasz za takiego?
Odwróciłam sie., Za mna stał Zayn. Było mi głupio. Nic nie mówiąc spuściłam głowe.
Z: Czemu tak powiedziałaś?
J: Nie wiem.
Z: Nie ocenia sie książki po okładce.
J: Ale ty mi wygladasz na złego faceta dla niej.
Z: Czemu tak uważasz.?
J: Bo wyglądasz mi na takiego.
Z: Ale nie jestem taki.
J: Po prostu mam wrażenie że nie jesteś dla niej odpowiedni.
Z: Ale tak nie jest. Uwierz.
J: Zayn ale...
Z: Nie ma ale. Zaufaj mi. Nie skrzywdze jej.
J: No dobrze.
Z: Gdzie ona jest?
J: pobiegła do swojego domu.
Z: Dzieki.
J: Spoko. Zaopiekuj sie nia dobrze.
Z: O to sie nie martw.
Uśmiechnełam sie a on pobiegł.
*Oczami Martyny*
Siedziałam sama mysląc o tej kłótni. W słuchawkach grało mi Happy. Uwielbiałam tą piosenke. Od razu poprawiła mi humorr. Zeszłam na dół do kuchni podśpiewując Happy gdy zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć.
J: Because I'm Happy. Clap along if you... Zayn?
Z: Hej.
J: A ty co tu ro..
Nie dokończyłam bo mnie pocałował. Ma takie słodkie wargi. Trwamy w pocałunku
--------------------------------------------------------------
I jak? Sorki że taki krótki. :(

środa, 5 lutego 2014

Chapter 42

 Przepraszam ale ten bedzie krótki. Są 2. 41 jest pod tym chapterem. Miłego czytania
*Oczami Martyny*
Wracałm ze szkoły z Blanką. W myslach siedział mi ciagle Malik. O dawna zauważam że mi się przyglada. Nagle z zamyslenia wyrwał mnie głos Blanki.
B: Słuchasz mnie czy nie?
J: Przepraszam ale zamysliłam sie. Co mówiłaś?
B: Mówiłam że ostatnio strasznie sie często sie zamyślasz. O kim ty tak myślisz?
odpowiedziałam prawie niesłyszalnie.
J: O Maliku.
B: O kim?
J: O Zaynie.
B: On tylko ci w głowie.
J: Bo jest słodki i uroczy.
B: Martyna wez nie załamuj.
J: Czemu tak mówisz?
B: Moim zdaniem to nie jest odpowiedni facet dla ciebie.
J: Co? Niby czemu?
B: A jak to gwałciciel?
J: Blanka co ty piprzysz?
B: Po prostu sie martwie. A jak on jest nibezpieczny?
J: To uroczy chłopak.
B: Nie sadzie. A jak on ci zrobi.
J: Wiesz co? Ty musiałas się naćpać czegoś. Zamiast sie cieszyć że kogoś pokochałam to mi wtykasz. Dalej pójde sama.
zawiodłam sie nią. Pobiegłam do domu zostawiajac zdezorientowaną Blanke.

Chapter 41

*Oczami Darii*
Obudziłam sie w objeciach mojego ukochanego chłopaka. W tym samym momencie Liam otworzył oczy i spojrzał w moje oczy. Nagle musnoł moje wargi. Ah. Kocham te jego słodkie wargi. Nagle pogłębiłam go. Usiadł na mnie. Wplotłam palce w jego włosy. Jego jezyk delikatnie pieścił moje podniebienie. Rozpływałam sie pod jego dotykiem. Był on taki gorący. Wstałam delikatnie z łózka i poszłam do toalety. Gdy wróciłam do pokoju czekał na mnie w łózku. Wygladał tak seksownie. Połozyłam sie obok a on zaczoł calować moja szyje. Dostałam ciarek. Sapnełam. On zamruczał mi do ucha. Czyżby stawał sie kociakiem którego tak bardzo lubiłam? Nagle zobaczyłam że juz 6:10. Zastopowałam(niestety) zapał Liama. Spojrzał na mnie pytajacym wzrokiem.
J: Misku późno już.
L: Wiem ale dzisiaj wyjeżdżasz wiec chce mieć cie chociaż dzisiaj i teraz na własność.
J: Przepraszam Misiu ale musisz poczekać.
L: Eh no trudno.To wstajemy.
Podniósł sie ze mnie i pomógł mi wstać. Wykonałam poranną toalete i ubrałam sie w toStrój. Weszłam do sypialni.Liam Wygladał naprawde zjawiskowo. Podszedł do mnie i pocałował mnie czule, delikatnie ale zarazem namietnie. Zeszliśmy na dół trzymajac sie za ręce. Spojrzelismy w głab salony i tam ujrzeliśmy naprawde przezabawny ale i uroczy widok. Kasia spała na kanapie w wczorajszych ciuchach a Louis obok na podłodze. Tak bardzo ja pilnował w nocy. Ale wioadaomo. Iteligencja Tomlinsona nie zna granic. Zamiast ją zanieśc do sypialni i tam sie połozyć to tu sie położył. Kretyn. Zaczełam robic z Liamem jajecznice aż przyszedł Tommo i Kasia.
*Oczami Louisa*
Obudziłem się na podłodze w salonie. Wspomnienia z wczorajszego dnia uderzyły w moja głowe z taka siłą że dały mi okropny bół głowy. Plecy wtórowały z bóle. Delikatnie podnosłem sie z podłogi. 6:30. Lepiej będzie jak obudze kasie. Nachyliłem sie nad nia i musnołem jej wargi.
*oczami kasi*
Z pieknego snu o pocałunku z Lou wyrwał mnie nacisk na me usta i słodki smak czyis warg. Delikatnie odpowiedziałam na mniego i chwycilam ta osobe za kark wplatajac palce w aksamitne włosy osoby.Wiedziałam że to facet. Otworzyłam oczy które spotkały si9ę z błekitem oczów Tomlinsona. Oderwal się od mych ust i cmoknoł je jeszcze raz.
L: Witaj spiochu. Jak sie spało?
J: Nie najgorzej. A tobie?
L: A nawet.
J: A gdzie ty spałeś?
L: Tu na podłodze.
J: Czemu to zrobiłeś?
L: Bo chciałem cie przypilnować jak spałaś.
W tym momencie się słodko zarumienił.
J: ooo. To słodkie. Dziekuje.
Chcialam mu dac buziajka w policzek ale tak sie odwrócił że cmoknełam jego wargi.
L: Chodź. Pójdziemy do Darii i Liama. Sa w kuchni.
J: Ok.
Poszlismy razem. Tam zastalismy Larie(Daria+Liam) całujacych sie. Jest1 Wreszcie sa razem. Nie chcialam im przerywać lecz Lou chrząknol. Oni odrazu odkleili sie od siebie. Louis dostał za to ode mnie kuksańca.
L: Ała to bolało.
J: Bo miało.
Zaczelismy sie śmiać.
L: Penie liczycie że robimy tez dla was co?
J: A jak myslisz? Penie że tak.
D: To idźcie sie wykapać bo śmierdzicie okropnie.
J: Dzieki.
L: Ale razem
L:'Stary porabało cie?
L: Nie.
J: Ja pierwsza. Kto ostatni w łazience ten fajtłapa!
I zaczełam biegnąc na góre. Ciuchy miałam juz przygotowane na dzisiaj. Lou musiał jeszcze przygotować. Więc byłam pierwsza. Po chwili pod drzwiami stał Louis.
L: Ej wpuść mnie.
J: Nie bo nie chce abys widział mnie nago.
L: Napewno wygladasz seksownie.
J: Louis!
J: Przepraszam
J: Ok wybaczam ale sobie poczekasz.
L: Łee. To nie fair. Ile tam bedziesz siedzieć.
J: 10 min.
L: Ok. Jest  6:50 wiec o 7 przyjde i sie wlamie.
J: Bardzo smieszne.
L: Ok za 10 min masz być gotowa.
J: Eh ok.
Słyszalam jak poszedł do sypialni. Ja w tym czasie wziełam przysznic i ubrałam sie w to:Strój.
L: Wreszcie.
J: Ej przecież równo 7.
L: Dobra dobra.
Zasmiałam sie. Louis wszedł do łazienki a ja poszłam do sypialni. Po chwili pojawił sie w niej Louis.
L: Gotowa?
J: Aha.
L: To chodz.
Chwyciłam jego dłomn i zeszłan na dół. Po zjedzienu jajecznicy udaółam sie do szkoły. Lekcje mijały potwornie długo. W końcu pożegnałam się ze wszystkimi ( Bo wyjeżdżmay dzisiaj) I pojechałam do domu. Po chwili byłam juz na lotnisku. Czekaliśmy 10 min. az zawołai nas do odprawy. Liam na pożegnanie pocałował Darie. Obiecali sobie że będą codziennie ze soba rozmawiać. Ja zaś przytuliłam sie do Lou.
J: Będe tęskinic.
L: Nie wiesz jak ja.
Cmoknoł moje usta i udałam sie do odprawy. Gdy siedziałam juz w samolocie szukałam słuchawek i znalazłam jakieś zawinątko. otworzyłam je a tam Branzoletka i karteczka ,, Obyś zawsze mnie pamietała. L''
Uśmiechnełam sie i słuchajac muzyki usnełam.

piątek, 31 stycznia 2014

Chapter 40

*Oczami Darii*
Po świetnym filmie Liam zaciagnoł mnie do parku. Czaleśmy chodzić po parku.
L: Jak podobał się film?
J: Świetnie.
L: Mam dla ciebie niespodzianke.
J: Jaką?
L: To chodż.
Złapał moją ręke i pociągnoł w środek parku. Tam zastałam stół na którym leżały talerze ze spagetti. Po środku świece i szampan.
J: WOW!
L: Podoba sie?
J: Jeszcze  sie pytasz? Jest pięknie.
L: Panie przodem.
Uśmiechnełam się. Odsunoł i zasunoł za mną krzesło. Po chwili kosztowaliśmy juz jedzenie.
L: Świetnie wygladasz.
J: O jejku dziękuje.
Zarumieniłam sie.
L: I tak słodko sie rumienisz.
Uśmiuechnełam sie.Popatrzyłam w jego piękne tęczówki
J: Masz takie piękne oczy.
L: Dziekuje.
On także sie zarumienił.
J: To ty się słodko rumienisz.
L: Dziekuje.
Dokończyłyśmy spagetti. Liam otworzył szampana. Z hukiem korek wyleciał w góre. Nalał szampana do kieliszków.
J: Za co toast?
L: Za tą noc.
Dyngsneliśmy kieliszkiem o kieliszek i wypilismy.
L: Mam cos dla ciebie?
J: Co to takiego?
 podał miWisorek (Połówka z I Love).
J: O jejku dziękuje.
L: Prosze. To jest p to abyś zawsze o mnie pamiętała.
Po chwili Liam wstał. W tle Leciało You &I.
L: Zatańczymy?
J: Nie umiem tańczyć.
L: Naucze cię.
J: Eh ok.
Złapałam jego dłoń. Podniósł mnie. Nagle kamerdyner zabrał stolik. Bylismy sami. Tylko ja i on. Wtuliłam się w jego ciepłe ciało. Pobierałam ciepło jego ciała. Miałam ochote aby tu usnąć. W rytmie wolnej piosenki. W ciepłych ramionach chłopaka którego kocham nad życie. Nagle Liam  puscił mnie. Patrzył mi w oczy.
L: Daria musze coś ci powiedzieć.
J: Tak?
L: Ja gdy przyjechałaś wtedy z Kasią to mi wtedy się cieplej na sercu zrobiło. Co noc mi sie śnisz. Gdy cie tylko widze mam motyle w brzuchu. Kocham twój uśmiech. twój śmiech jest zarażliwy. Codziennie mam sen że leżysz obok mnie i cie całuje. Przez te kilka nocy co spałaś u mego boku czułem sie naprawde szzęśliwy. Bo byłaś obok. Tak cholernie blisko. Kocham cię Daria. Tak cholernie cie kocham.
Byłam w szoku.
J: Liam ja ciebie też.
W tym momencie Liam podszedł  i musnoł moje wargi. Mał je takie słodkie. Uśmiechnełam sie przez pocałunek. Zamruczał. Pogłębiłam pcałunek. Czułam jak jego język ''zwiedza'' mnie od środka. Po chwili nasze języki współgrały ze sobą. Po 5 min. odkleiliśmy się od siebie.
L: Zostaniesz moja dziewczyna?
J: Z wielka checia.
Cmoknoł moje wargi.
L: Zmarzłaś. Wracamy do domu?
J: Tak.
Złączylismy nasze dłonie i udaliśmy sie do domu. Przez okno zobaczłam jak Louis przykrywa Kasie kocem i daje jej buziaka w policzek. Słodziaki. Weszlisy do Salonu. Powiedzielismy Lou dobranoc i udaliśmy się do sypialni. Tam usnełam w jego ramionach usłysząc jego słówa.
L: Dobranoc kochanie. Kocham cie
i składając pocałunek na mych wargach
----------------------------------------------
Przepraszam że tak póżno ale jakos tak wyszło. Mam nadzieje że sie podoba.

wtorek, 28 stycznia 2014

Chapter 39

*Oczami Louisa*
Otworzyłem oczy. Rozejrzałem się po pokoju. Po chwili uświadomiłem sobie co sie stało w nocy. Spojrzałem pod kołdre. Byłem nagi. A jednak. Zrobiłem to. spojrzałem na bok. Obok mnie spała jeszcze smacznie Kasia. Uśmiechała się przez sen. Najsłodszy widok na ziemi.Spojrzałem na komórke. Godzina 6. Próba do występu miała być o 10. Jeszcze 4 godziny. Znów poczułem sie senny więc zamknołem oczy i usnołem.
*Oczami Darii*
Obudziłam się. Jest godzina 7. Liam na mnie patrzył.
L: Cześć Dusia.
J: Hej Liam.
Jego włosy były ułorzonie w dziwny i śmieszny sposób. Taki miały potarganiec.
J: Ja wstaje nie wiem jak ty.
L; Ok to ja też.
Wstaliśmy. Dopiero teraz uświadomiłam sobie że dzisiaj jest festiwal tańca.A próba o 10. Ubrałam luźną szara bluze, zielone rurki, czarne Converse i bluzke białą z wąsami.Zeszłam na dół do kuchni. Liam był ubrany w jeansy, koszulke białą polo, białe Vansy i Czarna bluze. Robił tosty.
L: Oooo. Ładnie wygladasz.
J: Dziekujee.
Zarumieniłam sie.
L: Tosty się pieką więc chodźmy zobaczyć co te seksiaki robią.
J: Hahahaha. Ok.
Poszliśmy do pokoju Kasi. Kasia spała na torsie Louisa. On ją obejmował czule. Słodko to wygladało. Spojrzałam na Liama. Jego oczy wyglądały jak spodki.
J: (Szept) Liam? Wszystko ok?
On odszeptał:
L: Nie zauwazyłaś że Kasia nie ma koszulki i bielizny?
Przyjrzałam sie dokładniej śpiącej kasi. Reczywiście! nie miała na sobie nic. Zeszliśmy na dół.
J; Liam jak myślisz? Czy oni wczoraj się kochali?
L: Mysle że tak ale cos mi tu nie gra.
J: Co ci nie gra?
L: Gdyby oni wczoraj to robili my bysmy słyszeli.
J: To fakt.
Tosty akurat sie upiekły. Wzielismy je i zaczelismy jeść.
*Oczami Moimi*
Otworzyłam ospale oczy. Czyłam sie potwornie zmeczona. Jeszcze dzisiaj ten Festiwal tańca. Spojrzałam w góre. Uświadomiłam sobie że śpie na torsie Tomlinsona. I nagle przypomniało mi sie wszystko. Delikatne dłonie Lou, jego zawzietość, przyjemność z jego pieszczot i ta rozkosz kiedy wykonywał każde pchnięcie we mnie. Delikatnie sie podnosłam wziełam ciuchy i wyszłam. Weszłam pod prysznic bo wiedziałam jacy są chłopaki z naszej klasy. Od razu beda podchodzić i mówić wąchając ,, mmm pachniesz seksem. Z kim sie pieprzyłaś?'' Ubrałam buzke z długim rękawem w paski i czerwone rurki. na stopach miałam granatowe Vansy. Zeszłam na dół. Liam i Daria siedzieli i pili herbate. Patrzyli na mnie tak jakoś dziwnie.
L: Kasiu?
J: Tak Liam?
L: To prawda że wczoraj sie kochałaś z Louisem?
J: Emm. tak
D: jak to?
J: No przyszedł do mnie wczoraj i powiedzial że chce tego i jakos tak wyszło.
L: To nieźle.
J: Błagam nie ropowiadajcie w szkole.
L; Spoko.
D: Buzia na kłódke.
Po chwili zszedł Louis ubrany tak jak ja tyle że jego koszulka miała krótkie rękawy. Zaczelismy sie śmiać.
Po chwili wszyscy wyszli do szkoły na próbe. Po 10 min. bylismy na miejscu. wszyscy już byli. Ubralismy odpowiednie stroje. I zaczeła sie próba. Wszytko poszło doskonale. godzina 12. czas na występ. Cała szkola zebrała sie na hali. Przyjechali tancerze ze Step up. Zapoznałam sie z nimi. Znienawidzili Łośka. I nagle wyszliśmy na parkiet tańcząc. Cała impreza trwała ok 3 godziny więc po 15 wracałam z lou do somu. Liam zabrał Darie do kina. Ja gdy tylko wróciłam do domu położyłam sie na kanapie i usnełam.
--------------------------------------------------------------
hej i jak? Przepraszam że dopiero dzisiaj. Jutro kolejny chapter

środa, 22 stycznia 2014

Chapter 38

*Oczami Moimi*
Z wielkim trudem otworzyłam ocieżałe powieki. Spojrzałam na miejsce obok. Lou Jeszcze smacznie spał. Był taki słodki. Delikatnie wstałam tak aby go nie obudzić. Poszłam wykonać poranną toalete i ubrałam sie w to Strój. Poszłam do sypialni. Lou juz był na nogach. Widok był Powalający. Ukradkiem przygryzłam warge. Lecz mysli bładziły do tego aby po prostu sie na niego rzucić.
L: Kasiu wszystko ok?
Nic nie powiedziałam. Moje myśli biegły w kierunku fantazji seksualnej z Louisem.
L: Kasia?
Zaczoł delikatnie podchodzić. Gdy był niebezpiecznie blisko odskoczyłam w tył. Jednak natrafiłam na ściane. Louis chyba się domyślił o czym myśle. Byłam juz troszke podniecona. Uśmiechnoł się szeroko.
L: Czyżbyś miała patrząc na mnie brudne mysli?
Spusciłam głowe i się zarumieniłam. Złapał za mój podbródek. Patrzylismy sobie w oczy.
L: Wiesz że też tak mam patrząc na ciebie?
J: Naprawde?
L: Nawet często. Ale. Czy ty się krępujesz?
J: Troszke.
Tak. To była moja taka 1 fantazja.
L: Pewnie to pierwszy raz tak ci się zdaża prawda.?
Skinełam nieśmale głową.
L: Ej. spokojnie. To nic strasznego. W końcu to początki.
J: Tsa.
L: W końcu to sie musiało stac. To nie twoja wina. Pozwól że sie teraz ubiore dobrze?
J: Tak. a ja ide na dół. Zrobie śniadanie.
L: Ok to do zobaczenia.
I wyszłam. Nadal zarumieniona faktem że zapragniełam Lou weszłam do kuchni. Stali tam, Daria  i Liam. Niezle razem wygladali. Uśmiechnełam się do nich i zaczelam jeść gdy szedł juz ubrany Louis. Przywitał sime i dosiadł sie do stołu. Po 30 min. cała nasza 4 szła do szkoły. Daria i Liam szliz przodu a ja z Lou z tyłu.
L: Jesteś jakaś taka smutna.
J: Wydaje i sie.
L: Kłamiesz.
J: Eh.
L: boisz sie spotkania z nim?
J: Tak.
L: Spokojnie. Bedziemy przy tym. Masz nasze wsparcie.
J: Dzieki.
O 7: 35 byli8smy w szkole. Przebierałam buty gdy do szatni wszedł Łosiek z Carmen. Całował ja. Czułam szpilkiw sercu.
Ł: cześć.
D: Witam debila.
L: I sukinsyna.
L: Kretyna roku.
C: O co wam chodzi? Nie cieszyie się naszym szczęściem?
Zobaczyłam że Lou zacisnoł pięść.
Ł: O Kasia. Jak miło cie widzieć.
Nic nie powiedziałam.
Ł: Ej. głuch jesteś czy co?
Podszedł do mni8e i chwycił mój nadgarstek. Chciałam mu się wyrwać. ie mogłam. Liam trzymał mocno Louisa który by sie za chwile rzucił na Łośka. Zpoliczkowałam go. Aż mnie dłoń zabolała. Przy poliuczkowaniu pojawiła sie cała moja klasa. Wiedzieli o co chodzi. Napisałm wcześniej na FB że nie jestem z nim.
J: Nie jeste głucha tylko zawiedziona samą sobą że ci zaufałam!
Krzyknełam. Po czym Lou podbiegł do mnie i mnie przytulił.
L: Policzymuy sie po szkole. A teraz zpieprzaj z ta dziwką.
Wyszli. kwiłam w ramonah Lou cicho łkając.Podeszła Daria  i mnie przytuliła. Potem Liam. A reszta klasy patrzyła na nas. Lekcje mijały długo i niubłagalnie. Po 16 wracałm do domu. Daria Z Li poszła wcześniej. Lou nie było. Szłam powoli gdy nagle pobiegł do mnie lou.
L: Pójdziem razem. Ale najpierw kino. Co ty na to?
Kiwnełam głową. Poszliśmy na Czas na miłość. Po filmie poszlismy na pizze. Ok 22 bylismy w domu. Nasza parka sała juz. Poszłam pod prysznic. Po 30 min. byłam już w łóżku gdy wpadł Lou. Wskoczył na łózko. Górował nademną.
J: Co ty robisz?
L: Postanowiłem że spełnie twoja poranną fantazje. Chcesz tego?
Nie wiedziałam co powiedzieć. Głupia. Odkiwnełam głową.Po chwili Lou już całowł moją szyje.
------------------------------------------------------------------
Hejo i jak? Podoba się?

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Chapter 37

*Oczami Darii*
Kasia pobiegła na góre. Coś jest nie tak bo płakała. Poleciałam za nia a wraz ze mną Liam i Louis. Zapukałam delikatnie w drzwi.
K: Iiidźcie soobie.
Wydukała przez łzy.
J: Kasia my chcemy pomóc.
K: Niee mapo cco. Jest ok.
L; Kasia. Napewno nie.
L: Nie wciskaj nam kitu tylko pozwól nam wejćś.
Usłyszeliśmy delikatne przekręcenie klucza w zamku. Otworzylismy. Kasia leżała n łóżku. Podbieglismy do niej.
J: Kasia co sie stało?
Zadając to pytanie przytuliłam ja. Podniosła zwrok. Jej makijaż się rozmazał i wyglądała troche jak miś panda ale nie zważałam na to.
K: Łłosiek. Carmen. Oni.
L: Łosiek cie zdradził z Carmen? Zabije sukinsyna.
J: Louis nie unoś sie tak. Nie warto.
L: Nie warto? Daria on ja zdradził z największą dziwka w szkole!
L; Lou ja tez ci radze sie uspokoić. Ona potrzebuje tego. Nie chce pewnie krzyków. Drażni ja to.
L: Eh. Ok. Masz racje stary.
L: Kasiu?
K: Taki Li?
L: masz siłe opowiedzieć?
J: Liam nie męcz ją dzis tym.
Kasia nic nie powiedziała. Wtuliła sie we mnie.
K: Ddusiu?
J: Tak?
K: Pomozesz mi?
J: W czym?
K: W opieprzeniu Łośka?
J: Hah. Pewnie.
K: Dzięki.
L: Ja też pomoge. Chętnie mu przywale w ta kudłatą łepetyne.
L: A ja ci pomoge Lou.
K; Dzieki. Jeteście kochani.
J: Emm. My z Liamem musimy isć.
Usiadłam obok niego.
L: Niby gdzie?
J: Mielismy iść doo. Do kina. Zapomniałeś?
L: Do jakiego ki..
Nie dokończył bo go uderzyłam w bok.
L; Aaa no tak. Na maraton ze Zmierzchem. Zapomniałem. To my idziemy. Louis zaopiekuj sie ną dobrze.
L: Jasna sprawa.
J: To trzymajcie się.
K: Pa.
Wyszliśmy z domu.
L: Co ty do cholery kombinujesz?
J: zależy ci aby byli razem? Czujesz ta chemie między nimi?
L: Aha.
J: Dla tego wymysliłam to aby zostali troche sami.
L: Ty to jednak sprytna jesteś.
J: No ba. Bo to ja.
L: Jaka skromna. I ja jednak zarezerwowałem te bilety.
J: Serio mówisz?
L:  Ja nigdy mnie kłamie.
J: Jeeej! Jesteś kochny.
Rzuciłam mu sie na szyje i pocałowałm w policzek.
L: Jaki wybuch radości.
J: Oj tam. To idziemy?
L: Pewnie. Pani pozwoli.
J: Hah kretyn
Chwyciłam jego dłoń. Zplotlismy palce. To bedzie niezapomniana noc. Ja. On. i Zmierzch.
*Oczami Louisa*
Po wyjsciu Dari i Liama Kasia szepneła.
K: Louis?
J: Tak?
Usiadłem na łózku.
K: Moze to głupie i dziwne ale.. Połozysz sie obok i przytulisz?
J: Z wielka checia.
Okrążyłem łóżko. Ułozyłem sie obok.
J: Wtul sie.
Po chwili juz znajdowała sie w mych ramionach. Jej ciało jeszcze drżało z Powodu płaczu. Nagle się rozpłakał.
J: Kasu. Nie płacz prosze.
K: To trudne Lou.
J: Prosze zrób to dla mnie. Cii. Cichutko. Nie płacz.
Nie mogła się uspokoić. Wiec musnołem jej wargi. Nagle go pogłębiła. Czułem się najszczęśliwszym człowiekiem świata. Postanowiłem powtórzyć pytane. Po odklejeniu się od się od siebie spytałem
J:Kasiu?
K: Tak?
J: Chcesz ze mną chodzic?
K:Lou ja nie moge
Zaskoczyło mnie to. Nic nie powiedziałem. Poi chwili usneliśmy.
*Oczami Darii*
Wróciliśmy koło 5. Zaglądneła do pokoju Kasi. Sapała w objeciach Lou.
L: I jak?
J: Śpią.
L: Mysle że  powinnismy zrobic to samo.
J: Masz racje.
Poszliśmy do sypialni i połozylismy sie do łózka
-----------------------------------------------------------------
Hej. I jak? Podoba się?

piątek, 17 stycznia 2014

Chapter 36

*Oczami Darii*
Obudziłam sie. jakoś wcześniej zawsze wstaje ale dzisiaj wyjątkowo pospałam. Moze z powodu tego że nie mogłam w nocy usnąć bo czułam się winna tego że Kasia po pocałunku z Lou uciekła do łazienki. Ale oczywiście pomógł mi usnąć Liam. Spojrzałam na zegarek. Cholera. Godzina 13. Ale masakra. Dobra wstaje. Nagle jakaś dłoń (Gdy sie podnosiłam) chwyciła moje ramie i pociągneła w strone łóżka. To był nie kto inny jak Liam.
L: Hej. Jak się spało?
J: A dobrze. A tobie?
L: Także. Która godzina?
J: Emm... 13
L: O cholera. Tak póżno?
J: No, Wstajemy?
L; No pewnie.
J: Ok.
Podnieślisy się z łózka. Wykonałam poranną toalete i ubrałam sie. Liam uczynił to samo. Zeszlismy na dół.
L:: No witam naszych śpiochów.
J: Siemasz. Jest Kasia?
L: ta. Urzęduje w kuchni.
L: A ty łaskawiec jej nie pomożesz?
L: Nie chce mi się Liam.
J: Samolub.
L: Ej mała. Ty uważaj bo jestem straszy.
J: Ciekawe o ile Lou?
L: Emm... o 4 lata i 5 dni.
J: Jakiś ty dokładny.
L: no ba bo to ja.
Wytknełam w jego strone język.
J: Dobra. Ja lece Kasi pomóc bo temu samolubowi nie chce sie dupy ruszyć.
L: Ok. Ja ide do niego.
J: Ok Li.
Powerdowałam do kuchni
*Oczami Mouimi*
Gotowałam makaron na obiad, Gdy do kuchni weszła Daria.
D: Siemasz Kasia.
J: O hej śpiocu. Nieźle zaszalałaś ze spaniem
D: Oj tam. Co gotujesz?
J: Spagetti.
D: Jej! Uwielbiam twoje spagetti.
J: Dzieki. Ale mam też niespodzianke dla Lou.
D: Jaką ?
J: Wiesz jak on kocha marchewki i wszystko o z nimi związane.
D: No ba.
J: Robie babeczki marchewkowe.
D: Ucieszy sie.
J: No ba.
D: Pomóc coś.
J: Mogłabyś zesztkować ser?
D: Jasne. Tylko pokaż gdzie i co?
Dałam jej tarke i ser. Zabrała się do pracy.
J: O Łosiek dzwoni.
D: Pozdrów go.
J: Ok.
poszłam do pokoju.
Ł: Hej kotku.
J: Hej. Co tam?
Ł: Możesz przyjsc do mnie o 16?
J: Jasne. Mam czas.
Ł: Ok. To do zobaczenia.
J: Pa.
Rozłaczyłam się. Zeszłam na dół. Dokonczyłam obiad. Zjadłam go. Lou pozmywał a ja się szykowałam na spotkanie z Łośkiem. Po 30 min. Byłam gotowa i wyszłam z domu. miałam na sobie to Strój. Po 20 minytach byłam na miejscu. Weszłąm do środka. Było pusto.
J: Łosiu? jesteś tu?
odpowiedział mi cisza. Weszłam na góre. Otworzyłam drzwi od sypialni i to co ujżałam zwaliło mnie znóg. Łosiek kochał się w łóżku z Carmen.
J: Łłosiek?
Spojrzał na mnie. Łzy zaltywał juz kaskadami po policzkach.
Ł: Kasia ja...
J: No co ty? powiedź co?
C: Ups...Jakoś tak wyszło. Łosiu kotku. Powiedz jej to.
Ł: Kasia bo.... Ja juz ciebie nie kocham.
Nogi mi się ugieły.
J: Tttak? To dobrze wiedzieć. A wiesz co? Piprz sie z tą jebanądziwka. Powodzenia życze.
Wybiegłam. Pobiegłam do domu. Wbiegłam jak strzała do domu i uciekła na góre. Zamknełam się w sypialni. Udałam na łóżko. Wtuliłam sie w podszke i się ozpłakałam. Tak. Tu zdanie Darii co mi kiedyś powiedziała idealnie pasuje: '' Life is brutal"
----------------------------------------------------------
I jak?Troche dramatyzmu ale zawsze coS. Jak myślicie? Co się wydarzy potem?

środa, 15 stycznia 2014

Chapter 35

*Oczami Zayna*
Miałem przed oczami ostatni wpis Anity na Facebooku. ,, Jesteśmy zaręczeni. Kocham cie Damien." Myslałem że umre patrząc na ten wpis. Postanowiłem przejsć sie po Aleksandrowie. To pięknie miasto. Akurat jest wiosna. Wszystko piękinie kwitnie. Poszedłam do parku. Usiadłem na ławce. Myślałem o tym. Lecz chwilami moje myśli biegły do Martyny. Jest świetna. Uwielbiam ja. Albo nawet.. Czy ja ją kocham? Myśli ciagle biegły jednak zamiast do Anity to do Martyny. Jej twarz miałem przed oczami. Spojrzałem na zegarek. 12. Ten śpioch Louis pewnie nie śpi. Poszedłem do niego.
*Oczami Louisa*
Otworzyłem moje śpiące oczy. Spojrzałem w bok. Kasia jeszcze spała. Odważyła sie ze mną spać po wczorajszym pocałunku. Godzina 11: 30. Wstałem ubrałem sie. Umyłem. Zszedłem na dół. Zaczołem robić sniadanie gdy zadwonił do drzwi. To był Zayn
Z: Cześć stary.
J: Hej.
Widziałem jego smutek.
J: Wejdź.
Z: Nie przeszkadzam?
J: Nie skąd. Właż.
Z: Ok.
Wszedł. Zciągoł kurtke. Usiadł w salonie. Przyniosłem mu sok.
J: Prosze.
Z: Dzieki
Upił łyk
J: Stary co jest?
Z: Niiic.
J: Weź mnie nie okłamuj. Ja to widze
Z: Chodzi o Anite. I te zaręczyny
J: AAAA. I co?
Z: To że ja ją kocham stary. Ale staram sie pogodzić z tym. Ale jest jeszcze jedna osoba.
J: Jaka?
Z: Martyna. To świetna i piekna dziewczyna.
J: Ok. I co masz zamiar zrobić?
Z: Nie wiem. Doradź mi.
J: Zapomnij o Anicie i postaraj się aby Martyna cie pokochała.
Z: Dzieki stary. Tak zrobie.
J: Prosze. Do usług.
I wtedy zeszła Kasia. Ubrana w to:Strój. Uśmiechnołem się uświadamiając sobie że wygląda jak ja.
K: Siemasz chłopaki.
J i Z: Cześć.
J: Tam masz śniadanie.
K: O dzięki. Jesteś kochany
Podeszła do mnie i dała mi buziaka w policzek.
J: Prosze.
Wzieła talerz z omletem i przyszła do nas
K: O czym gadacie?
Z: o tym jak jestem zakochany w Anicie ale ona jest zareczona z Damienem. Ale tez kocham Martyne
K: To nieżle.
Z: Num.
I nagle zadzwonił dzwonek. Poszła odtworzyć.
K: O Hej Anita.
Spojrzałem na Zayna. Był zaskoczony.
A: Hej. Moge? Musimy pogadać.
K: Jasne wchodź
Po 10 min. były z powrotem
A: Hej Zayn. Hej Lou.
J: Cześć.
Z: Hej.
K: My idziemy  na góre.
*Oczami Moimi*
J: Ok juz jesteś,
A: Ładny pokój.
J: Dziekuje. Pokazuj pierścionek.
A: Prosze.
J: Jaki śliczny. Postarał sie.
A: No.
J: Opowiedż mi.
A: Ok.
I zaczeła opowiadać. Po 2 h gadki poszła. A ja zostałam sama w pokoju.
-------------------------------------------------------
I jak? Podoba sie?

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Chapter 34

*Oczami Louisa*
Siedze sam. Z Kasią która śpi u siebie. Oglądam tv. Daria i Liam poszli na spacer. Pada jak to zwykle. Troche grzmi. Kasia śpi i dobrze. Martwie sie tylko o dwójke spacerowiczów. Trudno. Zmokna troszeczke. Ale co tam. Poszedłem na góre. Wszedłem pod prysznic. Po 10 min. wyszedłem z łazienki. Nagle usłyszalem ciche szlochanie. Musiałbyc nie kto inny jak Kasia. Poszedłem do jej pokoju. I zobaczyłem ja. Miała dłonie we krwi. Obok potłuczony wazon. płakała. Podbiegłem do niej.
J: Boże co sie stało?
K: Wwazon spadł bo okkno sie otworzyło i sie stłukł.
J: Nie płacz. Choć dał mi to szkło.
Wyciagnołem kawałek szkła z jej dłoni. Zajeczała z bólu. Zabolało ja to.
J: Przepraszam. Nie chciałem.
K: Nic sie nie stało. Idz sppać.
J: Nie zostawie cie samą. Chodź. Chce ci pomóc.
Wziołem ją na ręce i zaniosłem do łązienki. Usadowiłem ją na pralce.
*Oczami Mouimi*
Siedziałam na pralce gdy  Louis szukał bandaży i wody utlenionej. Po 10 min. znalazł i podszedł do mnie. Chwycił mą dłoń. Wzioł wtoche zwykłej wody z kranu i spłukał krew z moich dłoni. Zamoczył gazik w  wodzie utlenionej.
L: Teraz może poszczypać.
I przyłożył go do ran.
J: Ałaaaaaaaaa!
Wbiłam z bólu paznokcie w jego ręke. Zaskowyczał z bólu. Szepnełam.
J: Przepraszam.
L: Ok. Nic mi nie jest.
J: Boliiiiiii!
L: Juz chwila.... No już.
wziół bandaże i owinoł nimi rany.
L: Codź kaleko moja. Zaniose cie.
J: Louis ale ja umniem chodzić.
L: Ale ja lubie cje nosić.
Wzioł mnie na ręce i zaniósł do mojej sypialni. Położył mnie na łózku. Sam też obok sie położył. Zostawił lekko uchylone drzwi.
L: Jak sie czujesz?
J: A nawet.
L: Jutro to posprzątam. A teraz śpij.
J; Dziekuje za wszystko.
L: nProsze.
I w tym momencie musnoł moje wargi. Odpowiedziałam na niego. Po prostu nie mogłam sie powstrzymać.
*Oczami Darii*
Patrzyliśmy z Liamem na całująchych sie Kasie i Tommo. Poieknie razem wyglądali.
I weszlismy.
J: Ale top ładnie wygląda.
L: ładna z was para kociaki.
I tu pożałowaliśmy. Kasia speszyła się tym i uciekła do łazienki.
----------------------------------------------------------------
I jak? Podoba się?

sobota, 11 stycznia 2014

Chapter 33

Puście na początek to: Piosenka
*Oczami Damiena*
Mineło kilka dni. Sorka tygodni. Kasia jest chora. Louis sie nią opiekuje, a także Daria i Liam na zmiane. Coraz więcej czasu spędzam z Anitą. To wspaniała i piekna dziewczyna. Wprowadza mnie w świat ich klasy. Wczoraj poprosiłem ja o chodzenie. Zgodziła sie. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem świata. Ale chyba jej kolega Zayn jest zazdrosny.
*Oczami Anity.*
Jeah! Jestem z Damienem. ciesze sie ogromnie. Nawet nie wiecie jak bardzo. OMG! Jeszcze Kasia go przyjmuje do układy na za 2 dni. Ale będzie fajnie. Dzisiaj Poszłam do Damiena bo o to poprosił. Otworzył mi.
D: Hej kotku.
J: Hej.
W wejściu mnie pocałował.
D; Co do picia?
J; A co masz?
D: Wino moze być.
J: Jasne.
Przyniósł kieliszki i wino. Otworzył je. Nalał do kieliszków.
D; To co? jakis toast?
J; Masz pomysł?
D; Za to aby ta miłość trwała wiecznie.
Wypiłam łyk. Potem kolejny. Przyniółsł Risotto z kurczakiem. Kocham. zjedlismy przy świecach.
D; Nawet nie wiesz jak sie cioesze że cie mam.
J; naprawde?
D; Tak. jesteś moim życiem i skarbem
Pocałował w policzek. Zarumieniłam sie.
D; I tak słodko sie rumienisz.
J: Dziekuje.
Zjedliśmy rozmaiając o tym jak to dalej będzie.
D: Daj wezme. Pozmywam.
J: Nie. To ja.
D: Ten twój urok ale nawyżej póżniej pozmywamy.
J: Ok.
Zanieśliśmy talerze. Odpalił piosenke wolną( tą co na początku)
D: Zatańczysz?
J: Nie umiem tańczyć.
D: Dasz rade.
Chwyciłam jego dłoń. Delikatnie się kołysalismy.
D: Anita?
J: Tak?
D: Jesteś najważniejszą osoba w mym życiu. Powietrzem. Chwilą. Biciem serca. Z toba czuje sie lepszym człowiekiem. Tak sieciesze że tu przyleciałem. Ze mogłem cie spotkać. Poznać. Pokochać. Ale jest jeszcze jedno pytanie.
J: Jakie?
uklęknoł. Wyciagnoł pudełeczok. Zkryłam usta dłońmi.
D: Wyjdziesz za mnie?
Otworzył pudełeczko a tam pierścionek Taki.
J: Tak.
Załozył go. Wpadłam mu w ramiona. Pocałowałam. To najszczęśliwyszy dzień mojego życia.
D: Przeprowadzisz sie ze mną do Paryża?
J: Z wielka chęcią.
Pocałowa,l mnie. Jeah! mam narzeczonego.
--------------------------------------------------------------------------------
I jak? podoba sie?

piątek, 10 stycznia 2014

Chapter 32

*Oczami Anity*
Dzisiaj Poniedziałek. I nowy uczeń w klasie. Nie ma Darii, Kasii, Louisa i Liama. I Łosiek jest przez to smutny. Poszłam do Werki która stała ze swym ukochanym Hazzą. Akurat oddawali sie czułemu ale zarazem namietnemu całusowi.
H: ooo. Anita. Siemasz.
J: Hej. Jak tam?
W: Cieszymy sie sobą a ty?
J: Wiecie że ma byc jakis nowy uczeń?
H: Znowu?
W: Misiu spokojnie. Może to będzie twój nowy przyjaciel?
H: Kotku wiesz że jedynym Best Friendem jest Louis.
W: No wiem, wiem
J; Ok to idziemy?
W i H; Jasne.
Poszlismy. Wszyscy juz byli. I go zobaczyłam. Wygladał tak Damien. To chyba najładniejszy chłopak na świecie. Nagle podszedł do mnie Zayn.
Z; Hej.
J; oo. Heej.
Z: Jak tam?
J: A ok.
Z: U mnie tez.
J; To chyba nowy nie?
Z: Num.
I nagle do mnie podszedł.
D: Hej Jestem Damien.
Zatkało mnie.
J: Ja jestem Anita.
Ma przepiekny uśmiech. Aww. Cały dzień minoł mi na zachwycaniu sie nim. Aww.
-------------------------------------------------------
Przepraszam że taki krótki. Przepraszam nie mam czasu

wtorek, 7 stycznia 2014

Chapter 31

*Oczami Moimi*
Spałam spokojnie gdy nagle walnoł piorun i grzmot. Tak strasznie boje sie burzy(Ciekawostka: Na serio sie jej boje). W myslach mówiłam: Kasia uspokój sie. To tylko burza. Dasz rade. I wtedy rozpetało sie piekło. Pioruny waliły. Lało. Zaczełam ze strachu płakać i krzyczeć. Nienawidze tego. AAAAAAA! Boje sie!
*Oczami Darii*
Obudził mnie krzyk Kasi. No tak. Burza. Lece do niej. Wyszłam z łózka. Udałam sie do jej pokoju. Siedziała smutna i zapłakana na łózku z poduszką przy twarzy. Podbiegłam do niej.
J: Kasia?
K: Daria. bboje sie.
Podniosła zapłakane oczy.
J: Nie płacz. Tu jest bezpiecznie.
K: Nnie czuje się tak.
J: Zaradze cos na to. Pójde po Louisa.
K: Nie idź.
J: Czemu?
K: Nie budź go. Pewnie smacznie śpi.
J: Napewno?
K: Yhym. Idź spać. Dam rade.
J: Ja cie tak tu nie zostawie.
K: Zarywasz kolejna noc przezemnie. Nie chce tego.
J: Nie. Zostaje. Koniec kropka.
Usiadłam przy jej łózku. Jest dla mnie jak siostra o kilka miesięcy młodsza ale tak jest. Jednak sie obok połozyłam. Usneła. Po chwili przyszedł Lou.
L: Ale wali. Co jest?
J: Kasia boi sie burzy.
L: Aha. Ok ale juz dobrze.
Wtedy Kasia zaszlochała.
L: Jednak nie.
K: Ddusiu?
J: Tak siostrzyczko?
K: Louis tu jest? Budziłaś go?
L: Jestem tu ale sam sie obudziłem.
K: Aha.
L: Dusia telefon.
Faktycznie. W kieszeni szlafroka dzwonił mój telefon.
J: Zamienisz sie Lou?
L: Aha.
Wstałam delikatnie a Lou wskoczył do łózka i ja obioł.
J: Halo?
L: Daria? Mam sprawe.
J: Co jest Liam?
L: Nie ma u mnie prądu i wody. Moge przyjsć?
J: Jasne, wpadaj.
L: Ok. Będę za chwile. Pa
J: Ok pa.
Rozłączył sie. Poszłam do Kasi i Tommo.
K; I co?
J: Liamowi odcieło prad i wode.
L: To niech wpada.
J: Ok. Będzie za chwile.
Po 10 min. Liam był.
J; Hej.
L: Hej. dzieki wielkie.
J: Soko. Właż.
L: Gdzie Kasia i Lou?
J: Kasia boi sie burzy i Lou jest przy niej.
L: Ahm.
J: Num.
Poszlismy na góre.
J: Bry nie nawidze tego chłodu.
L: Ja tez.
Poszedł do swojego pomieszczenia.Ja połozyłam sie. Nagle wpadł Liam. Ułozył sie obok mnie.
J: Co ty robisz?
L: Mówiłas że ci zimno wiec przyszedłem cie ogrzać.
Uśmiechnełam sie.
L: Wtul sie jak chcesz.
Zrobiłam to. Ale on jest ciepły. Po kilku mniutach usnełam
----------------------------------------------------------
Hejo. I jak? Podoba się?